Tak sobie siedzę i obserwuję całą tą akcję jaka dziś rozgrywa się w stolicy i tak myślę .... . Ok, może i żądania słuszne, skrócenie wieku emerytalnego, podniesienie minimalnej płacy, rezygnacja z elastycznego czasu pracy i tak można w nieskończoność. Widzę, że protestuje pielęgniarka z 20 letnim stażem , która zarabia netto 2 tys. wraz z dodatkiem stażowym może i mało, ale są tacy którzy zarabiają jeszcze mniej i to z dłuższym stażem i lepszym wykształceniem i bez żadnych dodatków stażowych. Protestują też związkowcy z KGHM gdzie pensje są bardzo wysokie. Protestują też policjanci, którzy chcą 100% płatnych zwolnień lekarskich. Mało też mają sędziowie, choć nie płacą ZUS-u. Wymieniałbym tak w nieskończoność, ale krew mnie zalewa jak pomyślę o sobie i innych milionach bezrobotnych!!! Kto stanie w naszej obronie? Kto wymusi na władzach tego dziadowskiego kraju, aby nas ktoś łaskawie zechciał zatrudnić? My kiedyś też byliśmy osobami pracującymi i należeliśmy do związków zawodowych ( no może nie wszyscy). Dziś wszyscy o nas zapomnieli i nikt się nami nie przejmuje! Zbliżam się wiekiem do 50. Mam średnie techniczne wykształcenie i duże doświadczenie zawodowe. Podjąłem nawet studia inżynierskie na kierunku zgodnym ze swoim wykształceniem i od 1,5 roku bezskutecznie poszukuję w tym grajdole pracy zgodnej z moimi umiejętnościami. Zastanawiam się co jest ze mną nie tak, że na ponad setkę rozniesionych SV nikt nie raczył odpowiedzieć. Dodam jedynie, że miejsca w których je składałem nie były przypadkowe lecz takie, w których spełniałem wszystkie (a może nawet i więcej) warunki jakie były wymagane aby obiegać się o dane miejsce pracy. Od pewnego czasu usunąłem ze swojego SV nawet jedną szkołę, bo może to w pewien sposób odstraszało potencjalnych pracodawców, ale to nic nie dało. Dalej jest cisza. A może zamiast tych wszystkich związkowców i niezadowolonych pracowników, powinni do Warszawy pojechać, bądź iść w pielgrzymce, bo nie każdy ma na podróż pieniądze, bezrobotni z całej Polski!!! Myślę, że w takiej manifestacji Warszawa nie byłaby w stanie przyjąć i ogarnąć. Nie byłoby 100 tys. osób lecz wielokrotnie więcej. Wyobrażacie sobie sparaliżowaną stolicę przez dwa, trzy, cztery dni a może kilka tygodni? Bo w końcu my bezrobotni mamy dużo czasu i czy siedzimy w domu czy w innym miejscu to jest bez większego znaczenia. Może jest to jakiś sposób aby ten butny rząd zauważył wreszcie ten problem! Ale zacząć należałoby od własnego podwórka. Dobrze jest popatrzeć na odnawiane części naszego miasta i nowe inwestycje, basen itp. ale jak się nie ma pracy to i tak nie można z tego w pełni korzystać i nic nie cieszy. Pomyślcie, a może warto byłoby iść na to referendum? Może nowa miotła lepiej będzie zamiatać, a jeśli nie to znów się ją wymieni. Pozdrawiam wszystkich bezrobotnych i nie tylko.