A ja się pytam ile kosztuje utrzymanie ogromnych lokalowo czytelni, które permanentnie swiecą pustką. Do korzystania z czytelni zachęcają niektórych stanowiska komputerowe = ale te są dostępne jedynie dla osób zaprzyjaźnionych z obsługą ;inni są traktowani niegrzecznie bo zakłócają błogi spokój zatrudnionych tam kobiet. Żeby nie być gołosłowną przytoczę kilka przykładów :
Kilka lat temu weszłam do czytelni zeby przeczytać "Rzeczpospolitą " . W trakcie lektury, pracownica przerwała mi czytanie, ponieważ, jak oznajmiła przyszedł "pan" który wypożycza tę gazetę do domu. Innym razem ta sama pracownica (obecnie pracująca w bibliotece ) kazała mi odejść od komputera , bo , jak rzekła , "dzieci czekają ". Odeszłam , ale niebawem wrócilam i zajęłam się prasą. W trakcie czytania zerknęłam co robi chłopiec , któremu musiałam odstapić miejse przy komputerze , otóż chlpiec grał - po prostu bawił się , strzelał. Od teo czasu długo, wręcz parę lat nie korzystałam z czytelni.
Nie tak dawno jednak , będąc w centrum, chciałam skorzystać z komputera ( mój akurat uległ awarii )celem wyszukania pewnej informacji. Nie mialam [przy sobie dowodu osobistego , a jedynie legitymację emeryta. Niestety ,pomimo ze TRZY komputery były wolne , dyżurująca kobieta odmowila mi skorzystania z komputera z powodu braku dowodu osobistego. W tym samym czasie wszedł z ulicy jakiś mężczyzna w wieku tejże kobiety i skierował się prosto do komputera nie okazując żadnego dokumentu. Na moją uwagę i zapytanie dlaczego wymog okazania dowodu nie obowiazuje wszystkich , otrzymalam odpowiedź ze ów pan jest znajomym tej pani i nie musi się legitymować.
Jestem osobą starszą , emerytowaną inżynier, i odnoszę wrażenie ze niektore - zazanaczam - niektore - kobiety zatrudnione w czytelniach odnoszą się do starszyh osób z lekceważeniem , wręcz pogardą. Ot, chciałoby się rzec, pracownice kultury ale bez wrodzonej kultury.