Jest u nas, na osiedlu Kazimierza, "tania" apteka na niby ; sprzedające tam panie- tlenione blondynki - nie stosują żadnych rabatów, za suplement płaci się cenę jaka figuruje na opakowaniu i tyle samo co w innych aptekach a nawet drożej.Nazwa "tanie leki" przyciąga naiwnych, którzy stoją godzinami w horrendalnych kolejkach. Zastanawiam się czy owe panie wykonują polecenie właścicielki, czy też same decydują o ew. upuście bo coś z tego mają. Już trzykrotnie zostałam tak potraktowana przez te dwie kobiety ( jasne, tlenione blondynki ), inne panie podchodzą do obietnic bardziej uczciwie. Przykład : u jednej z owych ładnych blond pań za lek bez recepty zapłaciłam blisko 70 zł, za parę dni za ten sam lek u innej pani magister zapłaciłam nieco ponad 50 zł. Wczoraj kupowałam esceven i zapłaciłam za niego 13 PLN tj tyle ile widnieje na opakowaniu. W innych aptekach płaci się za ten suplement tyle samo. Dzisiaj też realizowałam receptę i oprócz tego kupowałam żel - ów żel kosztował tyle samo co w innych aptekach. Dlaczego apteka żeruje na naiwności klientów nazywając się "tanią " ?