Paweł i Donald w jednej partii stali, Donald na górze, a Paweł na dole; Paweł cicho siedział, wcale się nie żalił, Donald najdziksze wymyślał swawole. Bliskich kumpli z łatwością wyrzucał, ośmieszał: To Grzegorz, to Jan Maria i sam Paweł wreszcie. Gonił, skreślał, poniżał, często z błotem mieszał, Strzelał, trąbił i krzyczał, że skończą w areszcie. Znosił to Paweł dzielnie, nareszcie nie może; Zachodzi do Donalda i prosi w pokorze: Zmiłuj się waćpan, poluj skromniej nieco, Bo jak nie wytrzymam, to głowy polecą. A na to Donald: - Wolnoć, Tomku, W swoim domku. Cóż było mówić? Paweł ani pisnął, Wrócił do siebie i czapkę nacisnął. Nazajutrz Donald jeszcze smacznie chrapie, A tu z gazety już leje się, nie kapie. Że Donaldowi forsa z Niemiec wartko płynie, A Paweł miał szczęście, wygrywał w kasynie. Że dziwni biznesmeni Donalda wspierali, Torby pełne szmalu grzecznie dostarczali. Zerwał się Donald z łóżka, lico zatroskane. Jacek, Igor radźcie, mówcie, co jest grane. Dzwonią wreszcie do Pawła. Co robisz mospanie? Myślisz, że nas utopisz, a tobie nic się nie stanie? A Paweł na to: - Wolnoć, Tomku, W swoim domku. Z tej to powiastki morał w tym sposobie: Jak ty komu, tak on tobie.