Źródła bezbożnictwa
W pewnym stopniu podobnie myśli inny jezuita, ks. Edward Kosibowicz, prezentując wykład na temat "Duchowe źródła współczesnego bezbożnictwa" (s. 103 i nn.). Mówca stara się ukazać te idee, które miały wpływ na powstanie i rozwój bezbożnictwa w tej właśnie postaci, jaką reprezentuje komunizm. Według księdza Kosibowicza, "idee i ideologie są motorem poruszającym i przewalającym fale historii"; nawet tacy teoretycy jak Alfred Rosenberg lub Lew Trocki przyznają, iż "wszystkie ruchy płyną z idei, a nawet gdyby te idee same w sobie były nieprawdziwe, to robi się je prawdziwymi, przez ciągłe wbijanie ich w mózgi, tak iż powoli rodzi się w tłumach wiara w te idee" (s. 104). Jest to idea, która nie apeluje wyłącznie do rozumu, lecz absorbuje całą psychikę, wszystkie głębokie emocje, i obiecuje rozwiązanie wszystkich zagadek bytu, rozbudzając w człowieku swoisty żar mistyczny, upodobniając się do religii. Teoretycznie komunizm opiera się na filozofii Marksa i Engelsa. Tematycznie jest to filozofia materialistyczna sprzężona z dialektyką heglowską, co nadaje tej filozofii pozory niezłomnej konsekwencji, ponieważ dzięki dialektyce można wytłumaczyć i uzasadnić każdą sprzeczność, która - normalnie rzecz biorąc - powinna rozsadzić od wewnątrz każdy system. Dzięki tej zalecie system komunistyczny trwa i "ląduje" na twardym gruncie po wszelkich zawirowaniach ideologicznych, ale jeśli ktoś połknął tę dialektykę w dobrej wierze, naraża się na to, że ta szczepionka zatruwa i rozsadza cały świat duchowy człowieka, burząc logikę bytu i obiektywny system wartości. Warto jeszcze podkreślić na bazie wykładu ks. Kosibowicza, że ateizm nie jest elementem zewnętrznym, sztucznie doczepionym do marksizmu, lecz jego jądrem i istotnym założeniem, w pewnym sensie jego najważniejszą konsekwencją. Według wspomnianego mówcy, idei komunizmu nie można przezwyciężyć drogą dysput czy szerzej pojętego dialogu. "Rozbroić zaś i obalić ideologię komunizmu może skutecznie tylko chrystianizm i to jest jego niesłychanie doniosła rola i misja w obecnym okresie historii ludzkiej" (s. 116).
Idea i historia
Bardzo interesujący był wykład dr. Brauera z Kolonii (s. 117 i nn.) na temat "Społecznych przyczyn ruchu bezbożniczego". Był on nacechowany głęboką refleksją filozoficzną, dzięki czemu wywód nie ograniczał się do opisu zjawisk czy procesów społecznych w historii, lecz dotykał przyczyn wyjaśniających kierunek pewnych prądów ideologicznych. Interesujące jest, że w wyniku procesów społecznych następowała transformacja idei budujących zręby kultury europejskiej, u swoich podstaw chrześcijańskiej. Następowało więc "zeświecczenie" koncepcji prawa naturalnego i związanie tej idei ze strukturą społeczeństwa. Z tym wiąże się ogólny ruch wkraczania społeczeństwa w ramy kultury świeckiej (profanum), to jest zlaicyzowanej. Towarzyszy temu tendencja do uzasadnienia podstaw religijności w sposób głównie racjonalistyczny i odcięcie porządku prawnego od podstaw metafizycznych. W znacznym stopniu zagubiono dorobek średniowiecznej scholastyki, a zwłaszcza św. Tomasza z Akwinu, wskutek czego znów trudno było rozumieć myśl Arystotelesa. Nastąpiło w świadomości ludzkiej rozejście się sensu ludzkiej aktywności z ogólnym kierunkiem powołania człowieka: nie rozumiano, że każdy czyn ludzki winien być skierowany ku Bogu. Idąc dalej, nastąpiło odwrócenie relacji człowieka do rzeczy (do świata rzeczy). Pojawia się nowe zjawisko: zniewolenie człowieka przez rzeczy, co jest widoczne zwłaszcza w systemie kapitalistycznym. Dokonuje się zmiana rozumienia istoty rzeczy, co wpływa także na zmianę rozumienia istoty człowieka. Zmienia się pojmowanie celu społeczeństwa: nie jest już ono środkiem dla człowieka w jego dążeniu do celu wiecznego, staje się narzędziem pomocnym do realizacji celów jednostki. Jest to w pewnym sensie triumf indywidualizmu obiecującego wyzwolenie. W imię religijnych potrzeb jednostki tworzą się czysto duchowe formy wspólnot, oderwane od Kościoła i wszelkiej społecznej struktury.
W tej nowej sytuacji jednostka staje się de facto bezbronna wobec nacisku pewnych obiektywnych sił i układu i wobec logiki rzeczy. Pojawia się widmo absolutyzmu, który poddaje jednostkę całkowitemu zniewoleniu. Owocem tak pojętego indywidualizmu było powiedzenie króla francuskiego: "L''''''''etat c''''''''est moi" [państwo to ja - przyp. red.]. Tradycyjne struktury społeczne rozpadły się, "ludzie stali się jak liście na drzewie, wystawieni na podmuchy wiatru, który porywał i zanosił w niewiadomym kierunku" (s. 125). Robotnicy w nowych warunkach kapitalistycznych stali się "masą" sterowaną przez propagandę ateistyczną i coraz mniej uległą wpływowi kaznodziejów. W istocie były przygotowane wszystkie elementy dla wywołania rewolucji, która ogłosiła, że "państwo jest ateistyczne i takie być powinno". Jest godne uwagi, że stało się to w tym samym państwie, którego głowa kiedyś orzekła: "Państwo to ja" (s. 127).
Potem, w oparciu o hasła rewolucji roku 1789, łatwo było sformułować zasadę "dyktatury proletariatu" i program nieustającej wojny przeciw religii. Zasada "suwerenności narodu" była pojmowana w duchu antyreligijnym. W tym nowym systemie człowiek jako jednostka jest skazany na uczestnictwo w "masie", w której jego istnienie jest czysto "prywatne", on zaś jest pozostawiony w gruncie rzeczy sam sobie, oderwany od tych relacji, które budują organizm społeczeństwa w sensie ścisłym. Referent zwraca też uwagę na zjawisko relatywizmu, dominujące w kulturze przed pierwszą wojną światową. Wojna jednak zburzyła wszystkie puste fasady i pozory wartości i zmusiła do myślenia w kategoriach "totalnych". Wszelka połowiczność musi być odrzucona. Cały człowiek musi się odrodzić. Pod koniec wykładu mówca stwierdza: "Zapowiada się społeczne trzęsienie ziemi. Obserwujemy zbliżające się jego oznaki. Jego pierwsze uderzenia nie pozwalają żywić żadnej wątpliwości, że obecnie chodzi o wszystko. Nie będzie tu żadnej obrony z ludzkiej ręki. Musimy tylko ''''''''przymusić''''''' (zwingen) Boga, by temu nadciągającemu przekleństwu postawił tamę" (s. 136).
Bezbożnictwo wobec sumienia
Znakomity był także wykład ks. dr. Franciszka Sawickiego pt. "Moralne przyczyny bezbożnictwa". Jest to gruntowny wykład zarówno od strony filozoficznej, jak i psychologiczno-etycznej. Jedno jest pewne: nie ma żadnych obiektywnych przesłanek przemawiających za tym, że jakiś człowiek, czy w ogóle człowiek, musiałby zostać bezbożnikiem. Człowiek opowiada się za bezbożnictwem w wyniku oddziaływania różnych czynników wpływających na nieugruntowaną świadomość moralną i intelektualną. Człowiek może zostać oszukany, czyli paść ofiarą wielorakich błędów rozumowania lub błędnych decyzji w sumieniu.
Nieco bardziej w głąb wchodzi w swoim wystąpieniu ks. dr Aleksander Żychliński. Temat wystąpienia: "Metafizyka komunizmu a mądrość Chrystusowa" (s. 157 i nn.). Mówca próbuje pokazać, że tego rodzaju ideologia, system i program, nie da się uzasadnić ludzkimi czynnikami. Próbuje wskazać na obecność czynnika, który ma pochodzenie szatańskie. Samo połączenie materializmu i dialektyki interpretuje jako system zbudowany na logice grzechu. Mówi: "Czy nie widzimy, jak grzech ciała, materializm, skojarzył się z grzechem ducha, z samą sprzecznością! To istna mądrość szatańska zdolna zrodzić konsekwencje druzgocące świat" (s. 159). Te dwa grzechy to dwa błędy filozoficzne o skrajnej wymowie. Jest to bardzo interesujące tłumaczenie genezy marksizmu.
Pojęcie mądrości wprowadzone do tej debaty przenosi problem w klimat biblijnego myślenia. Nie jest to więc czysta filozofia, ta "metafizyka", z którą rozprawia się prelegent. Takie posunięcie jest uzasadnione niesłychaną ambicją wyjaśnienia całej rzeczywistości i uzurpowaniem sobie prawa do uporządkowania całej rzeczywistości społecznej, ekonomicznej, kulturowej i moralnej w kluczu materialistycznej dialektyki. A ponieważ według Objawienia to właśnie Mądrość Boża wszystko porządkuje, wszystkim kieruje i rządzi, wszystkim, co zostało stworzone, stąd ambicja systemu komunistycznego oznacza próbę zajęcia miejsca Pana Boga.
Wymagałoby to obalenia władzy Boga nad światem; a ponieważ to jest w swojej istocie niemożliwe, dlatego komunizm idzie na skróty: tłumacząc, że "Boga nie ma", próbuje siłą, kłamstwem i przemocą narzucić "nowy porządek" światu, usuwając wszystko, co według własnej ideologii uważa za zło. Jest to więc w istocie próba narzucenia światu nowej religii, nowej moralności, nowej "prawdy" o człowieku i jego przeznaczeniu. Nie da się ukryć, że jest to zniszczenie systematyczne całego dzieła Bożego, tym bardziej okrutne i perfidne, że jakoby "musi" dokonywać się rękami człowieka, w którego wmawia się kłamliwie, że jest to jego "wyzwolenie". W istocie jest to tak potworny obłęd, że nie da się go wytłumaczyć przyczynami immanentnymi świata i trzeba przyjąć intuicję wyrażoną w referacie, że to jest dzieło szatańskie. Twierdzi bowiem mówca, że "bez podszeptu złego ducha [ta filozofia] zrodzić by się chyba nie mogła" (s. 170). Pod koniec swego wystąpienia ks. Żychliński podkreśla, że "wszelka zasadnicza współpraca mądrości Chrystusowej z mądrością szatańską jest niemożliwa. Kto mówi o jakiejkolwiek współpracy katolików z komunizmem, jest zdrajcą sprawy Chrystusowej, bo chcąc nie chcąc, wydaje siebie i masy w niewolę materializmu, w niewolę materialną i duchową" (s. 172).
cdn.