......Tamtej wiosny rzeką Pianą płynęły do Bałtyku futra i wytworne kreacje, śpioszki niemowlęce, pieluchy i ubranka dla kilkulatków. Wzdłuż brzegów ciągnął się szeroki na ponad metr pas ubrań, na sitowiu zatrzymywały się też dokumenty, a czasem rozmoczone banknoty. A potem płynęły rozdęte ciała. Mieszkańców 16-tys. Demmina w dzisiejszym landzie Meklemburgia-Pomorze Przednie wiosną 1945 r. ogarnęła epidemia samobójstw. Kobiety w amoku topiły w rzece dzieci, a potem, niosąc na plecach wór kamieni, wchodziły w jej lodowate nurty. Inne tonęły, trzymając dzieci w ramionach. Zdarzało się też, że do rzek szły po śmierć całe rodziny, wiążąc się uprzednio jednym sznurem. Ci, dla których śmierć w odmętach rzeki wydawała się zbyt straszna, sięgali po truciznę, wieszali się, podcinali sobie żyły. Nie zawsze się to udawało - toksyczne dawki, które zabijały dzieci, u rodziców powodowały jedynie torsje. Sznury zrywały się pod ciężarem wisielców, czasem ze stryczka odcinał sąsiad lub przechodzień. Albo tamował krwotok z rozciętych tętnic. Mieszkańcy Demmina dochodzili do siebie i podejmowali kolejną próbę. ...
http://wyborcza.pl/alehistoria/1,144823,17844596,Zemsta_Armii_Czerwonej__Gwalty_i_mordy.html#BoxGWImg