Obserwując scenę polityczną Polski ostatnich lat, można dojść do wniosku, że jest to ciało wielobiegunowe, sprzeczne i kłócące się ze sobą. Analizy programów partii i ich stanowisk w sprawie wstąpienia w struktury Unii Europejskiej wykazują z kolei pełną zbieżność.
W każdym z programów zarówno entuzjastów, jak i sceptyków czytamy, że działalność polityczną należy traktować jako służbę Polsce i Narodowi Polskiemu, że Polska musi być suwerenna i mieć należyte miejsce w historycznej rodzinie narodów Europy, że Unia Europejska winna być silnym i solidarnym związkiem państw narodowych, a obecność Polski w UE ma służyć promocji polskich interesów. Nie można się doczytać natomiast, aby w którymkolwiek z programów zapisano, że wraz z rozszerzeniem Unii ma zmniejszać się rola Sejmu w nadzorowaniu polityki polskiej w Unii Europejskiej. Jednym słowem, silna Polska w silnej Europie i powoływanie się na słowa Jana Pawła II.
Hasła wyborcze do Parlamentu Europejskiego były podobne i nikt nie protestował przeciwko wołaniu: "Więcej dla Polski". Zastanówmy się, czy obecny rząd koalicyjny PO - PSL, mający te hasła na ustach, realizował je w dotychczasowej kadencji, czy też służyły mu one jedynie jako parawan w wyborach.