Mój zegar, nie moi parafianie
Akcja idzie gładko do momentu, gdy ksiądz zrobił z nas szajkę
Sprawa zegara zaczyna się od pana Mariana z Opola, lat 69. Emerytowany energetyk, specjalista od rozruchu turbin, surfuje po Naszej-klasie. Trafia na stronę "Nasze Janowice Wielkie". Wieś pod Jelenią Górą, dwa tysiące mieszkańców, wyjechał stamtąd przed 40 laty na kontrakty w Indiach, Iraku i Indonezji...
- Widziałem kawał świata, ale serce zostało w janowickich opłotkach.
W starej wieży przy kościele piękny zegar tkwi bez ducha /Pytam się więc wiatru w polu - kto go jeszcze słucha?
Pan Marian ogląda w internecie fotografie z rodzinnej wsi: gospoda, ruiny zamku, sklep z owocami... - Patrzę, a tu kościółek, gdzie uczyłem się ministrantury i na który mama nieraz mi wskazywała, na wieżę kościelną z zegarem. Miał tarczę blaszaną, choć udziału drewna nie wykluczam. Koło wpisane w kwadrat, a na nim malowany kogut, dziobem zwrócony na zachód.
Rzuca hasło w internecie: "Kto jeszcze pamięta koguta?".
Ktoś odpisuje: "Przyjemnie byłoby zobaczyć znów obracające się wskazówki zegara". Odzywają się kolejni.
Pan Marian zakłada na Naszej-klasie konto "Zegar": "Grono mieszkańców Janowic Wielkich, byłych i aktualnych, postanowiło własnym staraniem dla dobra ogółu przywrócić do życia uśpiony od lat zegar na wieży miejscowego kościółka. Zachęcamy do wpisów tych, którzy akceptują naszą akcję, jak i oponentów".
Marian: - Mam wewnętrzną potrzebę zrobienia czegoś dla mojej wsi.
W niedługim czasie włącza się kilkadziesiąt osób - byli janowiczanie rozsypani po Polsce i za granicą chcą uruchomić XVIII-wieczny zegar na kościelnej wieży i odnowić tarczę z kogutem.
Ofiarnością janowiczan zrobić to pragniemy
Bez niczyjej pomocy wskrzesić jego chcemy
Do akcji wkracza emisariusz, miejscowy lekarz. - To człowiek światły i na miejscu, we wsi - tłumaczy pan Marian. - Miał przedłożyć naszą ideę księdzu.
Emisariusz idzie do proboszcza i przekonuje. Zadanie wykonane - ksiądz jest za, przynajmniej ustnie.
Pan Marian działa dalej. - Nie miałem doświadczenia w załatwianiu takich spraw, ale wiedzę nabyłem.
Przekonuje konserwatora zabytków. Znajduje firmę, która naprawi mechanizm zegara i odrestauruje tarczę. Dyskutuje z nimi o wizerunku koguta: - Był wielokolorowy, z ogonem zawiniętym, z brzucha wychodziły mu ozdobne wskazówki. Zdaje się, że leghorn. Poszerzyłem wiedzę na temat drobiu na potrzeby zegara.
Ma także ustną zgodę wójta na założenie konta w banku i publiczną zbiórkę pieniędzy. Potrzeba 10 tysięcy złotych. Ministerstwo Finansów zapewnia go, że można je zwolnić z podatku, bo cel szczytny.
- Ponieważ byliśmy w rozproszeniu, a potrzebna była podmiotowość, wymyślam Inicjatywę Społeczną "Zegar".
O wszystkim informuje internautów na Naszej-klasie.
Akcja idzie gładko do momentu, gdy emisariusz donosi, że ksiądz zaczyna nie chcieć zegara. Bo nie ma kościelnego, a sam na wieżę wchodzić i zegara nakręcać nie będzie.
Pan Marian: - Jako szachista przewidziałem kilka koncepcji. Skoro tak, to zostawimy stary mechanizm nietknięty i założymy napęd elektroniczny, sterowany radiem. Nikt do wspinania na wieżę nie będzie przymuszony.
Koordynuje działania z Opola, via internet i telefon. Ustala we wsi spotkanie, na którym stawiają się: wójt, konserwator, pani Ewa, psycholog z Jeleniej Góry, i specjalista z firmy od zegarów. Biorą klucz od księdza i gęsiego wchodzą na wieżę po wąskich, krętych schodach.
Ewa: - Zobaczyliśmy mechanizm pełen zębatek, wielki jak stół. Konserwator był zachwycony.
Konserwator: - Ciemno dosyć było, ale robi wrażenie.
Marian: - Tu pojawił się pierwszy element niepokoju: specjalista z firmy od zegarów dzwoni do mnie, że za bardzo tej tarczy ze wspaniałym kurakiem nie widzi. Tylko kilka desek z czymś rachitycznym, ledwie podobnym do drobiu. Pojawia się pytanie, co się stało z oryginalną tarczą. Nie będziemy jednak komisją śledczą. Jako inicjatywa zgadzamy się na nową tarczę.
Inicjatywa Społeczna "Zegar" uruchamia emisariusza, który idzie do księdza z pisemną prośbą o zgodę na montaż zegara: ma integrować janowiczan rozsypanych po świecie.
Proboszcz odpowiada przez emisariusza, że się nie zgadza.
Marian: - Uważałem księdza za człowieka honoru. Zrozumiałem jednak, że gra nam na nosie, więc postanawiamy działać w instancji wyższej.
Składamy przysięgę - tak nam dopomóż Bóg / By nasz zegar janowicki wreszcie dzwonić mógł
„Wasza Ekscelencjo, pozwolę sobie raz jeszcze w imieniu Inicjatywy Społecznej »Zegar « prosić o pomoc. Proboszcz janowickiej parafii odmawia wydania pisemnej zgody na rekonstrukcję tarczy zegarowej na wieży kościoła, chociaż wcześniej wyraził ją ustnie. (...) Ma to być dar serca byłych i obecnych janowiczan. Przez bezrozumny, niczym nieuzasadniony upór jednego człowieka zrobiło się bardzo niesympatycznie, żeby nie określić tego bardziej dosadnie. Liczymy na chociaż jedno słowo odpowiedzi na nasze starania”.
E-maile zegarowiczan do legnickiej kurii pozostają bez odpowiedzi.
Biskup Cichy milczy.
Proboszcz uruchamia antyakcję. Ogłasza z ambony, że obcy mają zakusy na zabytkowy czasomierz.
Marian: - Jak ludzie w sutannach mogą się posuwać do takich inwektyw? Rozsierdziłem się. W dodatku przygnębiało mnie, że sami janowiczanie na miejscu milczą, że nie ma we wsi nikogo z jajami.
Honor miejscowych janowiczan ratuje Grzegorz, lat 50, były urzędnik.
- To było w Wielkim Poście. Kościół pełny, idą ogłoszenia parafialne i ksiądz mówi: "Jest jakaś grupa, co na zegar będzie od was ściągać pieniądze. Co z nimi zrobić? Pogonić? Kto jest za, niech podniesie rękę".
Ludzie patrzą po sobie, nie wiedzą, o co chodzi, ale ręce podnoszą. Stałem pod chórem i ruszyło mnie - toż to fałsz i kłamstwo. Zrobili z nas szajkę, co chce zegar ukraść. A gdzie dekalog? A "Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu"? Z kościoła, zamiast wyjść pocieszony duchem, wyszedłem zbulwersowany. A ta sama osoba duchowna dała nam wcześniej przyrzeczenie ustnie. I co to warte?
Grzegorz pisze do kurii o pomoc: "Szanowna Ekscelencjo, z sentymentu, na fali wspomnień postanowiliśmy reaktywować zegar. Dlaczego proboszcz odbiera nam prawo pozostawienia pamiątki potomnym?".
Grzegorz jedzie z Ewą do kurii w Legnicy. Przyjmuje ich ks. dr Józef Lisowski, kanclerz w wydziale administracyjnym, wespół z ks. mgr-lic. Stanisławem Szupieńko z referatu ds. sztuki sakralnej.
Grzegorz mówi o iskierce dobroci, że to początek, że potem może jeszcze coś odnowią.
Ewa: - Kanclerz oświadczył, że po pierwsze, po drugie i po trzecie, nie wyraża zgody na żadną elektronikę na wieży. I że jeszcze trochę, to pewnie reklamę coca-coli tam powiesimy.
Więc wzywamy siostry i brać ukochaną / Władze świeckie i tę przez Boga nadaną
XV-wieczny kościółek pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny stoi przy wjeździe do wsi. Kogut na wieży biały, a nie wielobarwny, jak go zapamiętał pan Marian. Ogon ma mało fantazyjny, a zamiast barokowych wskazówek proste deski.
Ksiądz Rudolf Zioła, proboszcz od prawie ćwierć wieku, wygląda nieufnie z plebani.
- Uczepili się tego zegara - a na co komu on się przyda? Jaki tam mechanizm, trochę żelastwa i tyle. Lepiej na dworcu niech zegar zamontują, turyści będą wiedzieli, która godzina.
- Wnerwili biskupa, bo elektronikę chcą wieszać - rzuca na odchodne w sieni. - Zgody nie dam, bo czy ja wiem, co to za jedni? Gdzieś z Gdańska, z Opola; nie moi są. Jeden Pan Bóg wie, jakie mają intencje. Pewnie kieszenie sobie napchać i tyle.
Konserwator zabytków przyznaje, że pierwszy raz słyszy, żeby byli mieszkańcy chcieli sami zainwestować w zabytek.
- To duża szansa, ale ksiądz nie jest za bardzo przychylny - mówi Jan Sobota. - Rozmawiałem z nim, mój szef rozmawiał, ale proboszcz podnosi, że od elektronicznego napędu rachunki za prąd miałby za wysokie. I że poza tym to nie są jego parafianie.
- To ciekawy kościół, o interesującym wystroju, wpisany do rejestru zabytków - dodaje. - I rzadko zdarza się, żeby XVIII-wieczny mechanizm zegara był tak dobrze zachowany. Gdyby uruchomić zegar, byłby dużą atrakcją.
Specjalistka z firmy zegarowej ("inżynieria czasu, ożywiamy również stare zegary") zapewnia, że mechanizm nadaje się do renowacji, ale byłoby to kosztowne. Sugeruje zamontowanie napędu elektronicznego, bo tańszy, wygodny, dokładniejszy. - Odmierzałby czas precyzyjnie, przez system GPS z satelity albo DCF z nadajnika we Frankfurcie - objaśnia.
Byśmy połączyli w jeden łańcuch ludzi dobrej woli / A kasy kościelnej ani świeckiej sprawa nie zaboli
Marek z janowickiej diaspory, lat 49, wyjechał do Gdańska przed 30 laty, ale każdy urlop spędza w Janowicach.
- Tam mam groby, dziadków, ciocię; to jest moje miejsce - opowiada kierowca.
- Normalnie podminowany jestem - dodaje. - Człowiek na starość chciał coś zrobić, żeby trwałe było, żeby dobro i historię przekazać pokoleniom. Nie że gmina, ksiądz, ale my, sami obywatele. Piękny ten zegar, mechanizm z 1777 roku, wyobraża sobie pani? 10 tysięcy to nie jest dużo, odezwali się janowiczanie z Niemiec, z Kanady, w pół roku byśmy zebrali. Rozmawiam z księżmi w Gdańsku i nie mogą się nadziwić. Bo człowiek, kurde, serce otwiera, a proboszcz - nie. I jeszcze na mszy nas oczernia. Ja tam szarak jestem, ale mądrzy ludzie do niego chodzą w sprawie i nic. Już rok to się ciągnie.
Jerzy Grygorcewicz, wójt Janowic Wielkich: - Naprawa zegara to jest bardzo pożądany kierunek. Mamy ruiny zamku, to byłaby kolejna atrakcja, choć przyznaję, że spoglądanie na zegar jest niefortunne. Podróżny zmotoryzowany nie zobaczy, ale pieszy owszem. Zwłaszcza dzieci i młodzież uczęszczająca do gimnazjum. Może by turystów wpuszczać na wieżę, żeby sobie oglądali mechanizm? Bardzo pozytywnie o tej inicjatywie myślę, że tak powiem. Żeby społeczeństwo częściej się tak organizowało, to by wiele można zrobić.
Ewa: - Tak wójt twierdzi? A nam mówił, żebyśmy sobie dali spokój. Że jak kiedyś ksiądz się zmieni, to może się uda.
My zrodzeni z wiary i prawdziwej miłości / Mamy obowiązek i prawo zrobić to dla potomności
Wójt: - Nie mogę wydać zgody na zbiórkę, bo nie mam zgody proboszcza na montaż zegara. Bez tego ani rusz.
Konserwator: - Mamy związane ręce. Możemy księdzu wydać nakaz tylko w przypadku zagrożenia. Gdyby tam lała się woda, sprawa byłaby jasna. Mechanizmowi nic jednak nie zagraża. Jest sobie.
Specjalistka z firmy od zegarów: - Czekamy na jakąś decyzję. Ponoć jest tam jakiś problem z proboszczem.
Marek z Gdańska: - Już tylko w "Gazecie" ratunek.
Marian: - Mówi się, że społeczeństwo w Polsce niemrawe, a jak już społeczeństwo wykaże się inicjatywą, to mu opór robią. Jak las janowicki szumi, a Bóbr płynie, zegar ma chodzić i już. W internecie kibicuje nam już 400 osób. Tylko co mamy dalej robić?