Sanderus Sienkiewicza jest pierwowzorem współczesnych producentów tzw. relikwii.
:lol: :lol: :lol:
Czegóż to Sanderus nie miał w ofercie! Do najciekawszych należały:
* kopytko osiołka, na którym Święta Rodzina odbyła ucieczkę do Egiptu,
* piórko archanioła Gabriela,
* olej, w którym poganie chcieli usmażyć św. Jana,
* rdza z kluczy św. Piotra
* krajka z szaty Najświętszej Marii Panny,
* drzazgi z drzewa Krzyża Świętego,
* trzonowy ząb Marii Magdaleny,
* głowienki z krzewu ognistego, w którym pokazał się Mojżeszowi Bóg Ojciec.
Ale hitem było coś innego — szczebel z drabiny, która... przyśniła się starotestamentowemu patriarsze Jakubowi. A skoro ta drabina sięgała nieba, można sobie wyobrazić, że na brak zaopatrzenia Sanderus nie mógł narzekać.
:D :D :D
Ktoś powie, że to tylko fikcja literacka, taki żart pana Sienkiewicza. Ale pieluchy i siano ze stajenki betlejemskiej, części ramy okna, z którego archanioł Gabriel zwiastował Pannie Marii, że pocznie Syna Bożego, krople potu Chrystusa, a nawet palec Ducha Świętego już nie są fikcją. Takie rzeczy, zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, sprzedawano.
:lol: :lol: :lol:
Na szczęście mamy już XXI wiek... — mógłbym tak zacząć, gdyby coś się miało w tym przedmiocie zmienić. Niestety, wielu nadal wierzy w cudowną moc relikwii.
Niedawno media doniosły, że w związku z beatyfikacją ks. Jerzego Popiełuszki już w kwietniu ekshumowano szczątki księdza, by pobrać cząstki jego kości na relikwie w celach kultowych. Jedna z cząstek spocznie w Świątyni Bożej Opatrzności.
To nie jedyny przykład współczesno-średniowiecznej wiary w cudowną moc szczątków zmarłych świętych. Gdy Kraków nawiedziła w maju wielka woda, metropolita krakowski prosił o wstawiennictwo i opiekę św. Stanisława, wystawiając jego relikwie na wieży katedry. Gość