Generał Jaruzelski nas pojedna
Felieton • tygodnik „Najwyższy Czas!” • 26 listopada 2010
Zaproszenie przez prezydenta Bronisława Komorowskiego generała Wojciecha Jaruzelskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego wywołało falę komentarzy – od zgorszonych po entuzjastyczne. Tymczasem nie ma powodów ani do zgorszenia, ani do entuzjazmu. Nie można bowiem zapominać, co było przedmiotem ostatniego posiedzenia Rady. Były nim, jak wiadomo, przygotowania do zbliżającej się wizyty w Warszawie rosyjskiego prezydenta Dymitra Miedwiediwewa. Następuje ona nie tylko po deklaracji prezydenta Obamy z 17 września ub. roku, nie tylko po katastrofie smoleńskiej, po której w Polsce narodził się ruch na rzecz „pojednania” z Rosją, sygnowany przez niezliczone autorytety moralne – wśród nich również i te, co to „bez swojej wiedzy i zgody” – ale i po ostatnim szczycie NATO w Lizbonie, na którym zapadła decyzja o strategicznym partnerstwie Sojuszu z Rosją.
Skoro strategicznym partnerem Rosji staje się całe NATO, którego częścią składową jest przecież i Polska, to znaczy, że i Polsce w tym strategicznym partnerstwie przypada jakaś rola do odegrania. Czy przypadkiem aby nie „pojednanie” – bo przecież nie wypada, by strategiczne partnerstwo zakłócały jakieś dąsy? Skoro tak, to zaproszenie generała Jaruzelskiego było oczywiste - i to nie tylko jako rewanż za zabranie pełniącego wówczas obowiązki prezydenta Bronisława Komorowskiego do Moskwy na defiladę z okazji pobiedy – ale przede wszystkim ze względu na to, że nikt od generała Jaruzelskiego lepiej nie doradzi prezydentowi Komorowskiemu, czym i jak udelektować prezydenta Miedwiediewa, żeby wyjechał z Warszawy zadowolony i uspokojony. Generał Jaruzelski potrafił przecież dogodzić i Leonidowi Breżniewowi i Jurijowi Andropowowi i Konstantynowi Czernience i Michałowi Gorbaczowowi, więc doświadczenia w tym względzie mu nie brakuje i na pewno przekaże je prezydentowi Komorowskiemu, żeby tak samo dogodził prezydentowi Miedwiediewowi.