Wielkanocne wynalazki i misteria
Przybycie do Warszawy delegacji rosyjskich prokuratorów wzbudziło w środowisku naszych Umiłowanych Przywódców, a nawet tajniaków jaskółczy niepokój. Wiadomo; prijechały rewizory iz Pietierburga. Przesłuchają tych wszystkich mężyków stanu i orzekną – kto winowat, a kto praw. Nie oszczędzą nikogo – nawet premieru Tusku. Kto okaże się winowat – pójdzie w odstawku, a kto wie, czy nie do kryminału. Kto okaże się praw, temu nic nie będzie. Nic dziwnego, że z tych nerwów każdy chciałby o całej smoleńskiej katastrofie jak najszybciej zapomnieć. Wychodząc naprzeciw tej gwałtownej potrzebie razwiedka propaguje wynalazek w postaci filtru internetowego, który wycina linki ze słowem „Smoleńsk”, albo „TU-154”. Rewizorów w ten sposób nie oszukają, ale chwilę zapomnienia może uzyskać.
Nie jest to zresztą wynalazek jedyny. „Gazeta Wyborcza” na przykład zachwyca się duńskim „cikomatem”, dzięki któremu wyzwolone panie mogą zrobić sobie fotografię krocza bez konieczności zdejmowania innego odzienia jak dessous. „GW” dostrzega w tym wynalazku milowy krok na drodze wyzwolenia kobiet, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy, że „cikomat” umożliwi rasistom identyfikację rasowej przynależności kobiety i to od pierwszego wejrzenia. Jak się okazuje, nowoczesność jest pełna zasadzek. Przekonał się o tym pan Paweł Kosmala, prezes klubu sportowego „Legia”, którego kibice sprofanowali red. Adama Michnika, przypisując mu nazwisko Szechter. Poruszony tym bluźnierstwem prezes Kosmala w podskokach złożył samokrytykę, przepraszając Sprofanowanego za godzenie „w imię Pańskie”. Niech imię Pańskie będzie zatem błogosławione.
Stanisław Michalkiewicz