przeczytane:
"(...) Platforma Obywatelska np. ma kobiety na pierwszym miejscu tylko na 14 listach wyborczych z 41. Dramatycznie skompromitował się Sojusz Lewicy Demokratycznej, który programowe hasła o walce z dyskryminacją kobiet odgrzewa przed każdymi wyborami. "Męscy" liderzy tylko 4 kobietom pozwolili startować z pierwszego miejsca.
Niesłowni, jeśli chodzi o prawa kobiet, okazali się więc politycy z prawa i z lewa.
Donald Tusk zapewniał publicznie, że "gdyby to zależało od niego głosowałby za 50-procentowym parytetem i problem byłby z głowy". No cóż, kolejność na listach wyborczych chyba jednak od niego zależała ...
Tomasz Kamiński z SLD żartował z PiS i PO: "Mężczyźni z klasą, wykształceni, nie boją się kobiet. Kobiet boją się zakompleksieni, rozdygotani, niepewni chłopcy, którzy udają mężczyzn. Nie przypuszczałem, że Tuska i Kaczyńskiego łączy strach przed kobietami". No i wyszło na to, że i Napieralski to "zakompleksiony, rozdygotany, niepewny chłopiec, który udaje mężczyznę".
A sam Napieralski twierdził, że "jeśli politycy nie będą mieć ustawy [parytetowej], znajdą tysiąc powodów, żeby nie dać kobietom połowy miejsc na listach". Wiedział co mówi, bo sam znalazł jeszcze więcej powodów, skoro rzadziej niż co dziesiątą listę Sojuszu otwiera kobieta..."
Szacun dla kłamców politycznych, szacun dla prawiemężczyzn bojących się kobiet... Oni muszą w domu mieć przesr...e!