Obarczenie dostawców internetu odpowiedzialnością za treści umieszczane przez użytkowników to prosta droga do powszechnej inwigilacji - nie przypomina się Wam Orwell i Wielki Brat? Oto przykład, jak ACTA może zadziałać w przyszłości. Załóżmy, że jestem niezależnym dziennikarzem i chcę napisać na swoim blogu, że Chińczycy torturują i zabijają Tybetańczyków. Albo że wg najnowszych badań coca-cola wyniszcza organizm, a seriale Disneya obniżają współczynnik inteligencji u dzieci o 100 pkt. Czy myślicie że jakiś dostawca usług internetowych zgodzi się na opublikowanie takich artykułów, czy raczej każe je usunąć, bojąc się że wielkie, wpływowe korporacje wytoczą mu proces bo którym zbankrutuje albo trafi do więzienia? Oczywiście nie musi tak być od razu, ale daje to rządom (i korporacjom które na nie naciskają) narzędzia kontroli społeczeństwa. Tym bardziej że ACTA jest napisane bardzo ogólnikowo i mgliście, dając możliwość swobodnej interpretacji w zależności od potrzeby (potrzeby tego który zaskarża, zwłaszcza że wielkie korporacje i rządy mają jakby nie patrzeć wpływ na sądy). Samą umowę można też w przyszłości uszczegóławiać o kolejne punkty - oczywiście niekorzystne dla użytkowników internetu. Samo to, że treść ustawy przygotowywano w tajemnicy i przyjęto bez konsultacji z ludźmi, bez żadnego referendum (nawet bez konsultacji z parlamentem europejskim), zakrawa na ogólnoświatowy skandal. Tym bardziej, że Internet jest teraz jedynym tak naprawdę medium w którym panuje wolność słowa i demokracja (bo niestety na prasę i telewizję wpływ ma polityka, co można zaobserwować np. po lewicowych lub prawicowych odchyłach danych tytułów prasowych). Tak naprawdę już teraz są wystarczające prawa umożliwiające ściganie i karanie piractwa w sieci. A ACTA to świadoma próba ograniczenia wolności słowa w Internecie przez wpływowych tego świata, żeby jeszcze bardziej kontrolować zwykłego człowieka i przepływ informacji, oraz zapewne jako środek do zarabiania na Internecie w przyszłości . O to właśnie chodzi rządom przygotowującym ACTA za plecami obywateli. Zwłaszcza po serii przewrotów w krajach arabskich, które pokazały jak wielką siłę posiada Internet jako środek wolności słowa i wymiany poglądów, oraz sposób organizacji protestów. Dania np. odmówiła nawet rozpatrzenia przyjęcia ACTA dopóki tekst ustawy nie będzie opublikowany i jawny. Na szczęście są jeszcze na świecie mądre kraje, rządzone przez kompetentnych ludzi, którzy dbają o dobro obywateli i ludzkie wartości takie jak wolność słowa i poszanowanie prywatności. Niestety my mieszkamy w Polsce.