Ostatnio byłam świadkiem wręcz śmiesznej sytuacji. Na skwerku przy urzędzie miasta dzieci bawiły się przy fontannie (chlapały się, itp.). Było też tam dwóch nieco starszych chłopców (około 15 lat), którzy podobnie jak ich młodsi koledzy bawili się przy fontannie. W pewnym momencie na skwerek zajechał samochód straży miejskiej. Wysiadła para strażników miejskich, którzy zaczęli "rozmowę" ze starszymi chłopcami na temat ich zabawy przy fontannie. Z tego co słyszałam to Pani strażniczka prawie na nich krzyczała, że niestosownie się zachowują, itp. Sytuacja była śmieszna i to ironicznie. Zastanowiło mnie, gdzie jest straż miejska kiedy na ławkach na skwerku leżą pijacy, wręcz spadają z tych ławek, gdzie jest straż miejska kiedy na ulicy Bojańczyka pijani mężczyźni biegają z nożami i krzyczą, że zabiją swoją żonę. Ja się pytam gdzie oni wtedy są. Nie wierzę w to, że tego nie słyszą, gdyż dzieje się to po drugiej stronie ulicy, naprzeciw budynku straży miejskiej. Na wszystko mam argumenty, gdyż widziałam już wiele takich sytuacji. Jak na przykład kiedy dwóch strażników miejskich jechało na rowerach obok mężczyzny, który ewidentnie był pijany, a oni tylko na niego spojrzeli, nawet się nie zatrzymując i pojechali dalej. Ja się pytam co to za polityka? Płakać się chce kiedy widzi się takie sytuacji. W tym mieście nie ma jak bezpiecznie wyjść na ulicę, ponieważ straż miejska zajmuje się dziećmi, które nie robią niczego złego, one po prostu chcą się pobawić. Nie trzeba od razu robić z tego wielkiej afery.