Drażliwy temat reparacji a opcja berlińska

fot. Wikipedia

Nowoczesna i Platforma Obywatelska dość histerycznie oskarża szeregowego posła Jarosława Kaczyńskiego, o arogancką destabilizację dobrych relacji Polsko - Niemieckich lub wręcz o próbę wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej.


Tym samym Berlin, w którego  interesie nie leży otwarcie debaty o zadośćuczynieniu, już całkiem oficjalnie pozyskał gorliwych polskich adwokatów swojej  sprawy. Można by rzec, że długoterminowa  inwestycja polityczna wraca do protektora. Daje to Niemcom ważki oręż w rozmowach z Polską,  ponieważ mogą podnosić kwestię, że ich argument o przedawnieniu roszczeń, podzielają również „pro europejscy” Polacy. Pominę skomplikowane prawne aspekty tej sprawy, bo się na nich nie znam. Podniosę zatem argumenty z obszaru  szeroko rozumianych wartości, do których zarówno my Polacy jak i nasi przyjaciele Niemcy, jesteśmy głęboko przywiązani.

Polskie losy
Nie ma chyba w Polsce rodziny, która by nie straciła kogoś bliskiego  w czasie wojny i okupacji niemieckiej w latach 1939 – 1945.  Takich okaleczonych wojną polskich rodzin są miliony. Moja mama jako nastoletnia dziewczyna pracowała niewolniczo u bauera wraz ze swoim młodszym bratem. Mój ojciec został wywieziony do pracy przymusowej do Frankfurtu nad menem. Jego ojciec i brat  zostali wywiezieni do Niemiec i zginęli nieznanych okolicznościach. Nie wiemy gdzie spoczywają ich kości – rodzina postawiła na cmentarzu symboliczny grób, na którym zapalając świeczkę wspominamy w myślach ich tragiczny los. Ojciec mojej żony wraz z bratem, jako młodzi chłopcy również pracowali niewolniczo wywiezieni do Niemiec. Kuzyn jej mamy, którego rodziców esesmani rozstrzelali, został jako małe dziecko wywieziony do Niemiec – został odnaleziony przez czerwony krzyż dopiero na początku lat pięćdziesiątych. Nasi rodzice byli  podludźmi przez cały czas niewolniczej pracy, nie mieli żadnych praw, byli traktowani gorzej niż zwierzęta  - trauma  z okresu wojny towarzyszyła im przez całe życie. Nie byli w stanie zapomnieć. Jedynym ich łutem szczęścia było to, że przeżyli. Po wojnie zaczynali do zera.

Międzypokoleniowe dylematy
Przez wiele lat PRL-u, budowany był fałszywy obraz relacji  z Niemcami, na zasadzie dobrego Niemca z NRD i rewizjonisty z RFN. Dla pokolenia naszych rodziców, to nie miało żadnego znaczenia. Jednych i drugich postrzegali w kategoriach oprawców, z którymi nie mieli możliwości się rozliczyć, ani na gruncie moralnym, ani na gruncie materialnym. Wszystkie akty pojednania działy się za ich plecami – ktoś za nich wybaczał, ktoś inny negocjował śmieszne ochłapy za niewolniczą pracę. W rodzinach płynął przekaz w rodzaju, jak świat światem Niemiec nie będzie Polakowi  bratem, co też nie było obrazem do końca prawdziwym, bo upływ czasu zacierał ostrość ocen. Otwarcie granic po roku 1989 sprzyjało zbliżeniu  między ludźmi, a relacje gospodarcze zaczęły nabierać tępa, bo nagle uwolnił się ogromny potencjał między wolnymi już narodami. Nigdy jednak nie było dobrego czasu, na podjecie rozmów o zadość uczynieniu. Teraz kiedy jesteśmy tak blisko siebie, a zarazem bezpiecznie daleko od przeszłości, nadszedł właściwy moment, aby o tym spokojnie rozmawiać. Wiem o tym z własnych doświadczeń. Tak się potoczyła moja ścieżka zawodowa, że dzisiaj moimi partnerami w biznesie jest kilka małych firm niemieckich. Wolfgang jest klasycznym małym  przedsiębiorcą niemieckim, operującym na polskim rynku. Jesteśmy równolatkami urodzonymi po wojnie. Łączą nas partnerskie relacje handlowe, ale również relacje przyjacielskie na gruncie prywatnym. Z mojej inicjatywy, zwyczajowej polskiej gościnności i otwartości, odwiedzamy się dzisiaj  rodzinnie. Wolfgang jest człowiekiem otwartym, o dużej wiedzy historycznej. Często właśnie o historii rozmawiamy i nie różnimy się w ocenie tego, co się stało w latach 1939 – 1945. Ogrom zbrodni dokonanych przez jego rodaków, jest jak sam mówi, również dla niego samego piętnem, które w sobie nosi, mimo iż sam nie ma w tym swojego udziału. Czasami odnoszę wrażenie, że te nasze historyczne pogaduchy, są dla niego swego rodzaju terapią. Do tego stopnia, że kiedyś zapytał mnie czy jego córka Anna, urodzona w latach osiemdziesiątych też jest odpowiedzialna, za niemieckie zbrodnie w czasie drugiej wojny światowej. Dla nas obu było jasne, że nie można jej obarczać odpowiedzialnością wprost, ale też byliśmy zgodni, co do konieczności zachowania pamięci, o tym mrocznym okresie w historii obu narodów. Cenię sobie szczerość  w naszych relacjach, również tych biznesowych. Swego czasu  Wolfgang dokonał zmiany konstrukcyjnej w kupowanym u mnie odlewie, co spowodowało zmniejszenie wagi odlewu o  dwanaście gramów. Nie miał żadnych zahamowań, by poprosić mnie o zmniejszenia ceny odlewu. Jak policzyłem, że ta zmiana wagi przełoży się w cenie odlewu na pół eurocenta, to skrzętnie zauważył, że na tysiącu sztuk to będzie pięć euro. Innym razem otrzymałem od Wolfganga fakturę za koszty wymiany reklamacyjnej ośmiu zepsutych odlewów na kwotę 127 euro. W naszych obrotach nie stanowiło to nawet promila wartości, ale mój przyjaciel Wolfgang się o to upomniał, może właśnie dlatego, że łączą nas relacje przyjacielskie. Dlaczego zatem, przyjazne relacje Polsko – Niemieckie, miałyby być przeszkodą w rozmowie o zadośćuczynieniu za zniszczenie gospodarki, infrastruktury,  zburzeniu Warszawy i innych miast, oraz za zbrodnie wojenne wobec ludności cywilnej. Właśnie dlatego, że Polaków i Niemców łączą przyjazne relacje, i chcemy tą przyjaźń rozwijać na przyszłość, powinniśmy o reparacjach szczerze rozmawiać, aby przed przyszłymi pokoleniami młodych Niemców i Polaków nie było żadnej historycznej ropiejącej zadry.

Opisujmy swoje historie dla naszych przyjaciół Niemców
Oboje z żoną nie żywimy uczuć nieprzyjaznych wobec Niemców, chociaż zachowujemy w pamięci ogromną krzywdę, jaką państwo niemieckie wyrządziło naszym rodzinom. Nie chcemy odszkodowania od rodziny naszego przyjaciela Wolfganga. Ale mamy prawo oczekiwać,  że nasza ojczyzna Polska, otrzyma od ojczyzny naszego przyjaciela Wolfganga, stosowne wyrównanie krzywd  z prostego powodu. Ponieważ Niemcy, jako ojczyzna naszego przyjaciela Wolfganga, jako państwo, korzystają w rożnej formule do dzisiaj, z owoców niewolniczej pracy naszych rodaków i ze zrabowanego Polakom majątku. W imię przyjaźni, opisujmy  historie polskich rodzin i wysyłajmy je do kancelarii prezydenta Niemiec, do urzędu kanclerskiego, do Bundestagu, by nasi przyjaciele Niemcy łatwiej mogli zrozumieć nasze racje. Utwórzmy dwujęzyczny Polsko - Niemiecki portal „Reparacje – Pojednanie w prawdzie” i zamieszczajmy tam listy opisujące historie polskich rodzin, aby mogły je czytać rodziny niemieckie. Bowiem sprawa reparacji dotyczy polskich rodzin a nie jakiegoś tam szeregowego posła Kaczyńskiego. Dopiero po zbiorowej  lekturze krzywd, będziemy w stanie wspólnie budować Europę wartości, do której bezgraniczne przywiązanie jest wspólne dla Polaków i Niemców. Do Polaków myślących inaczej, apelujmy by nie przeszkadzali, jeśli nie chcą lub nie mogą pomóc.

Stefan Rembelski
Rozpocznij dyskusję!


Znam i akceptuję regulamin portalu

Polityka

Kukucki ponownie zostanie przewodniczącym radnych?

Radni klubu SLD złożyli wniosek o zwołanie nadzwyczajnej sesji, podczas której..

Prezydent miasta będzie miał dodatkową pracę

Marek Wojtkowski, po godzinach pracy w ratuszu, będzie wykładowcą w Państwowej..

Działacze PiS chcą odwołać przewodniczącego radnych

Lokalni działacze klubu PiS złożyli wniosek o odwołanie z funkcji przewodniczącego..

Działacze PiS krytykują ostatnie zmiany kadrowe

W ostatnich dniach nastąpiły zmiany kadrowe w ratuszu i dwóch spółkach miejskich...

Poseł Łukasz Zbonikowski sprawcą kolizji drogowej

Poseł jechał ciągnikiem z nieoświetlonym agregatem uprawowym. Został ukarany..

Dziennikarstwo obywatelskie

Drażliwy temat reparacji a opcja berlińska

Nowoczesna i Platforma Obywatelska dość histerycznie oskarża szeregowego posła..

Rewitalizacja Starego Miasta

Stała się ostatnio modna rewitalizacja we Włocławku. Temat niewątpliwie ciekawy...

Koszykówka dla najmłodszych

Poniedziałek, pogoda nie rozpieszcza, pod Halą Mistrzów typowy dla meczowego dnia..

Pomóż Martynce stanąć na nóżki

Martynka ma 4,5 roku, urodziła się z bardzo rzadką wadą genetyczną - zespołem..

Polska moich marzeń cz.6

Nadszedł kres moich marzeń. Kampania wyborcza czyli niecodzienny festiwal obietnic,..