Zaniepokojony złą sytuacją na rynku pracy ZNP sprawdza włocławskie szkoły, czy zatrudnieni w nich nauczyciele nie mają zbyt wielu dodatkowych godzin.
Setki podań o pracę lądują na biurkach nie tylko dyrektorów placówek oświatowych, ale również naczelnika wydziału oświaty, sportu i turystyki włocławskiego ratusza oraz szefów nauczycielskich związków zawodowych. Wielu poszukujących zatrudnienia odchodzi z kwitkiem. W efekcie liczba bezrobotnych nauczycieli lawinowo rośnie. O ile pod koniec ubiegłego roku w Powiatowym Urzędzie Pracy we Włocławku było zarejestrowanych ponad stu nauczycieli, obecnie jest ich prawie 240.
Głównym powodem jest oczywiście niż demograficzny. W wielu placówkach, zamiast planowanych 5-6 oddziałów, powstały zaledwie 3-4, bo nabór był zbyt mały. - Miejsc pracy nie zwalniają również emerytowani nauczyciele, którzy rzadko decydują się na odejście - mówi Krzysztof Buszka, przewodniczący włocławskiego oddziału ZNP. - Trudno im się dziwić, gdy emerytury są znacznie niższe od nauczycielskich pensji. Sprawdzamy natomiast, czy w szkołach nauczyciele nie mają zbyt wielu dodatkowych godzin. Lepiej, żeby belfrowie mieli niższe pobory, ale żeby jak największa ich liczba znajdowała pracę. Kilka lat bez pracy opóźni stopień awansu, a ponadto dla dobra włocławskiej edukacji powinniśmy dbać o budowanie kadry nauczycielskiej na kolejne lata. Na razie jednak z moich informacji wynika, że dominują niemal gołe etaty.
Więcej w "Nowościach Włocławskich" lub na stronie nowosci.com.pl