Ryszard Szczepaniak jest jednym z wielu pasażerów, którzy przyszli do naszej redakcji poskarżyć się na PKP. Chodzi o wypraszanie pasażerów z dworca PKP o godzinie drugiej w nocy. O tej porze włocławski dworzec jest zamykany na kilka godzin. Dlaczego? Bo w tym czasie ze stacji kolejowej nie odjeżdża żaden pociąg.
To teoria. A praktyka wygląda zupełnie inaczej. Pociągi się bowiem spóźniają. Z różnych powodów - bo śnieg, bo mróz. A wtedy przyjeżdżają na stację o trzeciej w nocy lub później. Gdzie wówczas czekają pasażerowie? Na mrozie, bo firma ochroniarska punktualnie o drugiej zamyka pomieszczenia dworcowe. I prosi o opuszczenie hali, w której oczekują podróżni.
W taki sposób został między innymi potraktowany Ryszard Szczepaniak. Czytelnik wybrał się na pociąg, który z włocławskiego dworca odjeżdża około wpół do drugiej w nocy. Po godzinie pierwszej był już na dworcu. Okazało się jednak, że pociąg do Gdyni, na który kupił bilet ma spore spóźnienie - ponad półtoragodzinne. Przed godziną drugą do niego, i innych pasażerów, czekających w hali dworcowej, podszedł pracownik firmy ochroniarskiej i poprosił o opuszczenie budynku.
więcej w "Gazecie Pomorskiej"