Jedyna dobra wiadomość: w razie katastrofy włocławskiej tamy Toruniowi nie grozi powtórka straszliwej powodzi z 1570 roku. Ale położone bliżej zapory nadwiślańskie miasta i gminy mają jednak powody do strachu.
Nawet najlepsi specjaliści do dziś nie są w stanie przewidzieć wszystkich skutków ewentualnej katastrofy. Symulacje zakładają, że już w 10-11 minut po katastrofie czołowa fala zacznie podmywać włocławski most. Nowe plany przewidują, że zostanie on wyłączony z ruchu i przeznaczony wyłącznie dla służb ratowniczych. Ale zakłada się też, że się zawali.
W 15-tej minucie woda, płynąca z prędkością 10,5 metra na sekundę, zaatakuje Zawiśle, w 18 dotrze do miejskiej oczyszczalni ścieków, a w 39 - do Bobrownik. Gminne władze są przygotowane do ewakuacji 2 tysięcy osób, także ze wsi Winduga i Stary Bógpomóż.
Po trzech kwadransach fala osiągnie Nieszawę. Na bocznej bramie prowadzącej do ratusza mniej więcej w połowie wysokości namalowano farbą białą linię. Do tego poziomu dotrze woda.
Władze sąsiedniego Ciechocinka nie kryją, że całą ich nadzieją są wały. Wybudowano je po tragicznej powodzi w 1924 roku, która zalała całe, położone na płaskiej nizinie uzdrowisko. Na wypadek ich przerwania w pobliskich składach od lat leżą tysiące worków, a przy wałach pryzmy piasku. Ale scenariusze zakładają też ewakuację całego miasta.
więcej w "Gazecie Pomorskiej"