Zamieszkali w budynku gospodarczym
Najmłodsze dzieci są pogryzione przez robaki, na ścianach i sufitach widać pleśń, a we wszystkich pomieszczeniach roznosi się zapach wilgoci – Monika Latacka z sześciorgiem dzieci i obecnym partnerem mieszka w budynku gospodarczym w Lipnie. Na domiar złego mieszkań socjalnych w tym mieście jest jak na lekarstwo.
Ciągle na wynajętym – państwo Monika i Józef od roku mieszkają w budynku, który zaadaptowano w taki sposób, by można w nim było jakoś funkcjonować. Mówią, że taki kąt wybłagali od właściciela, nie mieli się gdzie podziać. – Wcześniej tutaj była chłodnia – opowiada Monika Latacka. – Tam, gdzie śpimy, przechowywano martwo zwierzynę, którą wcześniej upolowano. W łazience ją myto. Za ścianą mamy garaż. Warunki są okropne. I dla mnie nie ma mieszkania, choć staram się o nie od 5 lat. – W pokoju tynkowałem kilka razy, na niewiele to się jednak zdało, wszystko odpada, ściany są mokre – mówi Józef Siwak, obecny partner pani Moniki. – Jak dzieci mają być zdrowe? Od wilgoci zniszczyły się nam meble kuchenne, który kupiliśmy w zeszłym roku.
Mieszkania są, tylko burmistrz je rozdaje komu innemu. Lipnowski ratusz tłumaczy się jednak tym, że sytuacja mieszkaniowa w mieście jest jednym z jego najpoważniejszych problemów. Blisko 300 osób ubiega się o mieszkania gminne, z czego 30 posiada wyroki sądowe, które orzekają o prawie do lokalu socjalnego. – Od kilkunastu lat nie budowano w Lipnie budynków mieszkalnych, nie uczyniła tego nawet poprzednia władza – wyjaśnia Krzysztof Grzywiński, inspektor ds. komunalnych w Urzędzie Miejskim w Lipnie. – Gmina pozyskuje lokale jedynie z naturalnego odzysku. Urzędnicy zapewniają, że sytuacja Moniki Latackiej jest im bradzo dobrze znana. W tej chwili jednak miasto nie dysponuje lokalem o odpowiednim metrażu. Rodzina Latackiej jest przecież liczna.
Pani Monika jest zameldowana w lokalu, w którym przebywa jej były konkubent Sławomir Łożyński. Od kilku lat już tam jednak nie mieszka. – Musiałam od niego uciec, znęcał się nade mną – opowiada kobieta. – Kiedyś szukał mnie z nożem na ulicy, nie wiem, co by się stało, gdybym od niego nie odeszła. Pewnie już bym nie żyła. Temu stanowczo zaprzecza były partner Latackiej. – Z tą kobietą nie dało się żyć, po prostu źle się prowadziła – mówi Łożyński. – Ze mną ma troje dzieci, a pozostałą trójkę z dwoma innymi mężczyznami. Wiem, że moje dzieci mieszkają w złych warunkach. Ale co ja mogę? Nie pracuję, jestem na rencie.
Sławomir Łożyński leczy się psychiatrycznie, to jednak nie przeszkadza mu w nadużywaniu alkoholu. Nawet w rozmowie z nami nie jest trzeźwy. W tej chwili toczy się postępowanie przeciwko mężczyźnie. Pozew do sądu o jego eksmisję skierował Zakład Gospodarki Mieszkaniowej. Lipnowski ratusz zapewnia, że gdy znajdzie lokal dla byłego partnera Moniki Latackiej, kobieta będzie mogła wrócić do mieszkania, w którym jest zameldowana.
Joanna Chrzanowska