Zainteresowanie językiem japońskim oraz wszystkim, co wiąże się z tym krajem, zaczęło się, kiedy pani Karolina pisała pracę magisterską o przyimkach „przy, obok, koło” i chciała sprawdzić, jakie zasady obowiązują w języku japońskim. Dzisiaj Karolina Matusiak-Bednarek uczy języka polskiego w Zespole Szkół Muzycznych, a w Szkole Języków Obcych Greenwich – japońskiego. - Język japoński jest niezwykle interesujący. Tak mnie to wciągnęło, że zapisałam się na zajęcia prowadzone przez panią Shoko Nakayama na UMK w Toruniu. Japoński, zresztą jak każdy, jest takim językiem, nad którym trzeba intensywnie pracować w domu. Szczególnie jeśli chodzi o pismo i zapamiętywanie znaków kanji. Wydaje mi się, że jest to właśnie najtrudniejsze w języku japońskim. Ministerstwo japońskie wydało listę, na której jest około 2000 znaków kanji. Jeśli się je pozna, będzie można bez problemu przeczytać gazetę - zapewnia pani Karolina, która uczy się cały czas uczy się języka. - Co prawda nie potrafiłabym prowadzić dysputy intelektualnej z rodowitym Japończykiem, ale swobodna rozmowa nie jest mi obca. Dokształcam się sama, ponieważ we Włocławku nie ma osoby, która by mogła nauczyć mnie więcej niż umiem.
Okazuje się, że z językiem japońskim wiąże się wiele ciekawostek, jak chociażby ta, że do pewnego momentu język ten nie zawierał żadnych wulgaryzmów. - Stosowało się jedynie słowo „baka” czyli głupek i jeśli ktoś do kogoś tak powiedział, to obrażał jego majestat. Teraz trochę się to zmieniło wskutek rożnych wpływów, głównie amerykańskich. Japończycy używają obecnie słów neutralnych, poufałych i niegrzecznych. To oczywiście bardzo duże uproszczenie. Na przykład słowo „dziękuję”. U nas czasem dodaje się „bardzo”. Japończycy powiedzą: arigato – dziękuję, domo arigato – dziękuję bardzo lub domo arigato gozaimasu – dziękuję bardzo, bardzo. Ta ostatnia forma jest najbardziej grzeczna – wyjaśnia pani Karolina. - Swego czasu mieliśmy w Greenwich spotkanie z Japończykiem, który tłumaczył nam te wszystkie zawiłości, zakamarki językowe, niuanse, które łączą się z uwarunkowaniami społecznymi. Niezmiernie ważny jest status społeczny osoby, do której się zwracamy. Inaczej powiemy do szefa, a inaczej do osoby nam równej, innych słów będziemy używać mówiąc do swojej mamy, a innych rozmawiając z mamą koleżanki. I właśnie to jest fascynujące i fenomenalne: trzeba nie tylko poznać język, ale również wiedzieć, kiedy, w jakiej sytuacji i wobec kogo należy ich użyć.
Poprzez język zaczęła się interesować i fascynować kulturą japońską, ale przede wszystkim tą konserwatywną: ceremonią parzenia herbaty czy przyrządzania sushi. - Taki rytuał parzenia herbaty może trwać wiele godzin. Określone są nawet ruchy odstawiania wszystkich artefaktów potrzebnych do parzenia napoju – opowiada nauczycielka japońskiego. - Japonii, jej kultury, obyczajowości nie należy starać się zrozumieć, należy ją przyjąć taką, jaka jest. Nie pytać się, dlaczego, a po co, tylko zaakceptować. I albo się ją pokocha, albo będzie się wydawała dziwaczna.
A jacy są mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni? - Do 1868 roku była krajem zamkniętym, nie utrzymywała żadnych kontaktów z innymi państwami. Do tej pory Japończycy traktują ludzi z zewnątrz z dystansem. Są bardzo grzeczni, uprzejmi, uśmiechnięci, ale właściwie to nie wiadomo, co tak naprawdę sobie myślą. Ciekawe jest to, że od pewnego czasu zmieniła się sytuacja kobiet, które były traktowane inaczej niż u nas i coraz częściej mogą zajmować pewne stanowiska.
Zanim jednak uda nam się pojechać do Japonii i wszystkimi zmysłami chłonąć wszystkie uroki tego kraju, przyda się nam choć w minimalnym stopniu znajomość języka. - Nauka japońskiego zaczyna się od tego, że moi uczniowie muszą opanować hiraganę i katakanę – nazwijmy je umownie dwoma systemami znaków w języku. Służą one do tego, żeby móc czytać i odczytać znaki kanji - tłumaczy lektorka. - Stopniowo poznajemy jak mówić przy pierwszym spotkaniu, jak przy następnym, jak do kogo się zwracamy. Nie ma podziału na rodzaje, nie ma odmiany przez przypadki, są trzy czasy. Za to bardzo skomplikowane są partykuły, bo one pozwalają się nam zorientować w zdaniu czy dany wyraz jest podmiotem czy dopełnieniem. Ciekawostką jest to, że orzeczenie występuje zawsze na końcu zdania.
Ważną rzeczą jest przestawienie się na myślenie w języku japońskim. Przydaje się to zwłaszcza podczas tłumaczenia tekstów, bo wówczas wyłapuje się wszystkie niuanse semantyczne. Tego języka nie da się uczyć w oderwaniu od kultury i obyczajowości.- Łapię się na tym, że w pewnych sytuacjach „polskich” myślę po japońsku. Oderwana od rzeczywistości wchodzę do pokoju i mówię do męża po japońsku. Przyznam, że czasem specjalnie używam tego języka, zwłaszcza kiedy mąż mnie zdenerwuje. Ja się „wygadam”, a on niestety nie wie co mówię – z uśmiechem twierdzi Karolina Matusiak-Bednarek.