Rafał Ślązkiewicz jest energicznym, zawsze wesołym i uśmiechniętym człowiekiem. Na co dzień pracuje we Włocławskim Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacji jako kierowca. Jest również instruktorem nauki jazdy. Lubi grę na gitarze, żeglarstwo i wyprawy w góry.
Ponad miesiąc temu u Rafała zdiagnozowano białaczkę. Jak mówią jego przyjaciele, stara się dzielnie trzymać, bo ma kochającą żonę i ośmioletnią córeczkę i ma dla kogo żyć. Genetyczny bliźniak i przeszczepienie szpiku to dla niego jedyny ratunek. W to, że się znajdzie, wierzy i Rafał, i jego przyjaciele, na wparcie których może liczyć od momentu wykrycia choroby. - Zbieraliśmy dla niego krew, a kiedy dowiedzieliśmy się, że będzie potrzebny szpik, postanowiliśmy poszukać kogoś, kto by nam w tym pomógł – mówił Krzysztof Kujawa, przyjaciel Rafała. Tym „kimś” była Fundacja DKMS Polska, która już po raz drugi zorganizowała we Włocławku Dzień Dawcy Szpiku. W lipcu poszukiwała dawców dla 3-letniego Adasia chorego na anemię aplastyczną. W październikową sobotę rejestrowali się ci, którzy chcą pomóc Rafałowi. - Jest, ale jest, minimalna szansa, że akurat dziś znajdzie się poszukiwany bliźniak, ale wierzymy, że gdzieś znajdzie się ta osoba, która podaruje naszemu przyjacielowi życie – stanowczo twierdzi Krzysztof Kujawa, który jako jeden z pierwszych poddał się procedurze rejestracji. - Przekazałem wolontariuszom podstawowe dane dotyczące stanu zdrowia i przebytych chorób. Potem pobrano mi krew. Cały cykl trwał około 15 minut, a ja mam tę świadomość, że może to właśnie ja dostanę wiadomość, że mogę być dawcą szpiku. Przy okazji warto zaapelować o to, by nie wierzyć w stereotypy głoszące, że szpik jest pobierany z kręgosłupa. Czegoś takiego po prostu nie ma! W 80% pobiera się go z krwi i zabieg nie niesie za sobą żadnego ryzyka.
W akcję rejestracji potencjalnych dawców włączyła się Wyższa Szkoła Humanistyczno-Ekonomiczna. - W gronie tych wszystkich osób są pielęgniarki z naszej uczelni, które w dwóch turach zobowiązały się do pobierania krwi. Cieszy nas, że ciągle przybywają kolejni potencjalni dawcy, bo każda nowo zarejestrowana osoba, to szansa na życie dla pacjentów z chorobami immunologicznymi – mówiła Monika Jabłońska, rzecznik prasowy WSHE. - I choć dawcą mogą być osoby pełnoletnie, to budujący jest widok rodziców przyprowadzających dzieci. To najlepsza lekcja wychowawcza, dzięki której najmłodsi uczą się, jak ważna jest wrażliwość na potrzeby chorych ludzi.
Jedną z potencjalnych dawczyń szpiku może być Karolina Stasiak, studentka III roku WSHE, która w jednej chwili zdecydowała o rejestracji. - Jeżeli taka mała dawka krwi może pomóc jednemu człowiekowi spośród tylu potrzebujących, to chwila ukłucia igła, jest niczym. Najważniejsze jest, żeby komuś pomóc, niezależnie od tego, czy pomocy potrzebuje dziecko, czy dorosły. Wierzę, że wkrótce zadzwoni telefon.
Do akcji włączyła się również Anna Sawicka, której teść dwa lata temu miał przeszczep szpiku. - To dla mnie było oczywiste, że jeśli tylko mamy w sobie odpowiedzialność za życie i zdrowie innych, to trzeba pomóc. To nic nie kosztuje, a nigdy nie wiadomo ile czasu pozostało nam na tym świecie – powiedziała podczas pobierania krwi mama trojga dzieci.