Donoszę, że nie wykupiłem w terminie recepty
Włocławscy policjanci bardzo często odbierają nietypowe zgłoszenia, wymagające wnikliwej analizy i interwencji. Czasem zgłoszenie brzmi dość humorystycznie, ale za każdym z nich coś się kryje. To czasem ludzka ułomność, samotność, choroba, a niekiedy uczucia. - Tak było w przypadku młodego mężczyzny, który powiedział, że pewna kobieta skradła mu serce i on nie może poradzić sobie z tą sytuacją - wspomina nadkomisarz Małgorzata Marczak, rzecznik prasowa KMP we Włocławku. – Swego czasu otrzymaliśmy pismo od pewnego wykształconego pana, w którym prosił, abyśmy rozstrzygnęli, czy jego partnerka nadaje się na żonę.
Zdecydowana większość zgłoszeń kończyła się interwencją. Były jednak i takie, które wymagały dochodzenia. Należy do nich kradzież węża ze sklepu zoologicznego w centrum handlowym. Notabene do dziś nie wiadomo, co się z nim stało. Policjanci zajmowali się także sprawą związaną z wyłudzeniem, w której główną rolę odegrała zdechła krowa. Gospodarz otrzymał za nią odszkodowanie, ale zwierzę udostępnił także sąsiadom, którzy okazując krowę, chcieli również dostać gratyfikację pieniężną.
Nietypowe było również głoszenie o nieuczciwej konkurencji. Pani pożaliła się, że codziennie dojeżdża do pracy autobusem, wystaje przy drodze i tam „czyni swe usługi”, a nieopodal, jej koleżanka po fachu postawiła sobie przyczepę kempingową, co znacznie poprawiło warunki pracy.
Włocławscy policjanci z uśmiechem wspominają interwencje, w których główną rolę odegrały zwierzęta i oni sami. – Dostaliśmy zgłoszenie od kolegów, że na zaporze pojawił się bóbr. Z rozbawieniem przeczytaliśmy, że „bóbr w konwoju został odprowadzony do Zalewu”. Inni nasi koledzy wstrzymali ruch uliczny, by na drugą stronę ulicy mógł bezpiecznie przejść łabędź. Dodam, że ptak dostojnie przemieszczał się po przejściu dla pieszych - wspomina Małgorzata Marczak.
W raportach policyjnych znalazła się także historia pewnej pani, która poszła do kancelarii prawnej po poradę, a wyszła z … obrazem, który ukradła. Policjanci dostali także informację, w której mężczyzna sam na siebie donosił, że nie wykupił recepty w wyznaczonym terminie.
Jednym z oryginalniejszych zgłoszeń był telefon od pewnego działkowicza. – Pan poprosił o interwencję, ponieważ stwierdził, że z sąsiedniej działki przechodzą na jego teren ślimaki. Inny prosił, żeby uciszyć krowę, która zbyt głośno ryczy na pastwisku – wspomina rzeczniczka policji. – Mimo że niekiedy sprawy wydają się błahe, trzeba podjąć określone działania. Rzeczniczka, podobnie jak je koledzy ze straży miejskiej i pożarnej zapewnia, że każde zgłoszenie traktowane jest poważnie, choć niekiedy na twarzach odbierających zgłoszenia pojawia się wyraz zaskoczenia. I to niezależnie od ilości przepracowanych lat.
Czy żona jest wierna?
Takie pytanie zadawał sobie pewien pan, któremu wyobraźnia – połączona z ilością wypitego alkoholu – podsuwała różne myśli. Postanowił zatem sprawdzić, co małżonka robi, kiedy jego nie ma w domu. – Wsunął się do kanału wentylacyjnego i utknął między ósmym a dziewiątym piętrem. Nie wiedzieliśmy, gdzie on dokładnie jest i braliśmy pod uwagę nawet rozkucie ściany – relacjonuje Dariusz Politowski, rzecznik prasowy KM PSP we Włocławku. – Ponieważ pan był dość szczupły, po pewnym czasie udało się nam go wydostać przy pomocy liny. Skończyło się na lekkich zadrapaniach.
Są tacy, którzy bardzo wytrwale, przez kilka godzin dzwonią pod numer 998. Tak było w pewną upalną noc. Do dyżurnego co jakiś czas dzwoniła ta sama osoba prosząc o interwencję. Dlaczego? Bo naprzeciwko otwartego okna sypialni rosło drzewo, a na drzewie zawiesiła się reklamówka, która szeleściła nie dając spać.
Strażacy pamiętają też pewną kobietę, która podwiozła dziecko do szkoły i ruszyła w drogę powrotną. Sęk w tym, że kobieta jechała Bulwarami tuż przy brzegu rzeki. – Panowała wtedy gęsta mgła. Pani nie zauważyła, że droga się kończy i zjechała samochodem do Zgłowiączki. Na szczęście nic się jej nie stało, bo zdążyła wyskoczyć z auta. Co ciekawe, kiedy wyciągnęliśmy samochód z wody, dał się uruchomić i można było nim odjechać – opowiada rzecznik.
Szczęśliwie zakończyły się także sprawy związane z ratowaniem z opresji pewnej starszej kobiety i ważącego ponad 120 kilogramów mężczyzny. Kobiecie spadły okulary i kiedy próbowała je podnieść, głowa utkwiła jej między łóżkiem a kaloryferem. Trzeba było wezwać pomoc. Strażacy – nie zawiedli.
Z prośbą o interwencję zwróciła się opiekunka pewnego starszego mężczyzny, który nad ranem zapragnął się wykąpać. – Podopieczny to mężczyzna ważący ponad 120 kg. Kiedy po kąpieli wypuścił wodę z wanny, okazało się, że się zassał i w żaden sposób opiekunka, krucha kobieta, nie mogła go wyciągnąć. Z tego co wiemy, jedynie my odpowiedzieliśmy na jej wezwanie i pomogliśmy wydostać pana z wanny.
Żaby co spać nie dają
Każde zgłoszenie, nawet to niewiarygodne, jest traktowane zupełnie serio, zwłaszcza wtedy, kiedy dyżurny Straży Miejskiej odbiera informację od osoby niezrównoważonej psychicznie. – Doświadczenie i spokojna rozmowa pozwala nam stwierdzić, czy sprawa zgłoszona przez mieszkańca nie jest przypadkiem wymyślona – mówi Norbert Struciński, rzecznik prasowy Straży Miejskiej we Włocławku. - Tak było w przypadku pewnej kobiety, która wydzwaniała do nas mówiąc, że pod jej oknami Jezus jeździ na motorynce.
O tym, że nasze reakcje mogą być mocno nerwowe świadczy chociażby zgłoszenie pewnej włocławianki, która skarżyła się na zbyt głośne kumkanie żab w oczku wodnym na posesji sąsiada. – Pani narzekała, że żaby zakłócają jej nocny spoczynek, więc coś z tymi stworzeniami trzeba zrobić – wspomina rzecznik. – Inna z kolei pani prosiła, aby z klatki schodowej usunąć bezdomnego. Kobieta zastrzegła, że jako tako nic do człowieka nie ma, ale mężczyzna zdjął skarpetki, więc na klatce panuje straszny odór. Była też skarga na sąsiada, który kąpie się około północy. Mężczyzna tłumaczył, że o tej porze wraca z pracy i tylko wtedy może się odświeżyć.
Bardzo często się zdarza, że mieszkańcy dzwonią do Straży Miejskiej i pytają się, która godzina. Ale strażnicy odpowiadają także na takie pytania:
- Dyżurny Straży Miejskiej, słucham.
- Czy macie identyfikację numeru, z którego dzwonię?
- Tak, w czym mogę pomóc?
- Czy mógłby pan podać mi ten numer, bo mam nowy telefon i nie zapamiętałam numeru.
Jedną z dziwniejszych spraw, którą zajmowali się strażnicy miejscy, była interwencja w sprawie … maszyny do seksu. – Zadzwoniła do nas kobieta i powiedziała, że jej sąsiadka z takim zaangażowaniem używa maszyny do seksu, że ściana dzieląca oba mieszkania zrobiła się gorąca. Kobieta powiedziała także, że będzie prosiła o pomoc także straż pożarną, bo może się zapalić cały budynek – relacjonuje Norbert Struciński. - Skontaktowaliśmy się z kolegami strażakami i powiedzieliśmy, że podjedziemy, aby sprawdzić, czy rzeczywiście istnieje jakieś zagrożenie. Na miejscu okazało się, że ściana ma normalną temperaturę, zaś z sąsiedniego mieszkania nie dochodzą żadne odgłosy używania jakiegokolwiek urządzenia.