14 sierpnia, podczas konferencji prasowej, Józef Lewandowski powiedział, że otrzymał pismo od "Uczciwego", w którym to anonimowy informator twierdzi, że część podpisów na listach o zorganizowanie referendum, jest fałszywa. Dostarczył także kserokopię dwóch list. Lewandowski złożył wniosek o zbadanie sprawy do Prokuratury Okręgowej, a ta zleciła jej rozpoznanie Prokuraturze Rejonowej. 19 sierpnia zapadła decyzja o wszczęciu śledztwa.
Komitet referendalny absolutnie nie zgadza się z zarzutami, że podpisy fałszowano, a w licznych przypadkach przepisywano dane z innych list.
Twierdzenie, że podpisy zbierało kilka sympatycznych dziewcząt, jest nieprawdą. W akcję zaangażowały się setki ludzi. Do mnie przyszło około 70 osób z kilkoma listami mówił Janusz Dębczyński komentując wypowiedź Lewandowskiego, że jakoby 2/3 podpisów nie było prawdziwych. To poważne oskarżenie. My nie jesteśmy dziećmi z piaskownicy, tylko grupą poważnych obywateli o określonym dorobku i pozycji, więc musimy zareagować zgodnie z prawem.
Po wnikliwej analizie wypowiedzi Józefa Lewandowskiego, w poniedziałek grupa skierowała do Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku wniosek o zniesławienie i fałszywe oskarżenia.
Z kolei Olga Krut-Horonziak dodała, że złożenie wniosku to obrona godności tych wszystkich osób, które zaufały inicjatorom referendum i podpisały listy.
Dzisiaj grupa złożyła także wniosek o wykluczenie z rozpoznania sprawy prokuratorów rejonowych z obszaru działania włocławskiej Prokuratury Okręgowej. Jako jeden z powodów podają "istniejące koligacje między prokuratorami a osobami zatrudnionymi w samorządzie, bliskimi współpracownikami prezydenta". Niebawem zapadnie decyzja, czy członkowie komitetu złożą powództwo cywilne o naruszenie dóbr osobistych.
Przypomnijmy, że o tym czy i kiedy referendum zostanie przeprowadzone, zadecyduje komisarz wyborczy. Na weryfikację danych ma czas do 12 września.