Warszawa zdecydowała, a włocławianie?
Poseł Łukasz Zbonikowski komentując wyniki referendum w Warszawie, wskazuje, że w naszym mieście trwa proceder zastraszania osób, które podpisały się na listach o zwołanie referendum. Razem z parlamentarzystami z okręgu wysłał w tej sprawie pismo do Andrzeja Seremeta, prokuratora generalnego.
W poniedziałkowe południe poznaliśmy wyniki referendum w sprawie odwołania prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz. O tym, że głosowanie jest nieważne, zadecydowała zbyt niska frekwencja. Do urn poszło 25,66% uprawnionych do głosowania (powinno być co najmniej 29,1%).
To ogromna porażka władz Warszawy i Platformy Obywatelskiej, która została zmuszona do antyobywatelskich zachowań i nawoływania do bojkotu święta demokracji czyli udziału w wyborach i referendach. Znacznie łatwiej jest namówić obywateli do bezczynności niż oddania głosu komentuje poseł podkreślając, że znakomita większość uczestników referendum opowiedziała się za odwołaniem prezydent Warszawy.
Zbonikowski przypomina, że we Włocławku Platforma Obywatelska bardziej trzeźwo ocenia uczestnictwo w referendum, popiera je i chce odwołania włodarza miasta. Tak jak pozostałe, oprócz lewicowych ugrupowań w mieście.
Mamy więcej powodów, by naszym władzom dać czerwoną kartkę. To nie tylko marnotrawienie pieniędzy, ale również brak rozmów z mieszkańcami i realizacji ich potrzeb stwierdził poseł i wyraża nadzieję, że włocławianie nie zostaną zastraszeni przez policję i prokuraturę prowadzącą śledztwa w sprawie rzekomych fałszywych podpisów zbieranych na listach referendalnych.
Działania wskazanych organów zgodnie (oprócz Jerzego Wenderlichaz SLD) potępiają wszyscy parlamentarzyści okręgu toruńsko-włocławskiego, którzy podpisali się pod wnioskiem do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta o zmianę prokuratury prowadzącej śledztwo. Argumentują, że już po kilku godzinach złożenia niezbędnej dokumentacji u komisarza wyborczego, dwa działacze lewicy pokazali kserokopie list, na których miały się znajdować fałszywe podpisy.
Wyznaczona przez Prokuraturę Okręgową Prokuratura Rejonowa we Włocławku błyskawicznie podjęła czynności żądając od komisarza wyborczego przekazania poświadczonych kopii w/w kart z dwudziestoma podpisami, a po kilku następnych dniach przekazania poświadczonych przez komisarza wszystkich kart z 14.890 podpisami mieszkańców i zleciła policji dotarcie do każdego czytamy w piśmie.
Gwoli wyjaśnienia należy tu wspomnieć, że prokuratura niestety sama przekazywała mediom mylne informacje - żądania o przebadanie prawie 15 tysięcy podpisów wbrew wcześniejszym zapowiedziom nie było.
Parlamentarzyści informują we wniosku, w jaki sposób jest przeprowadzana weryfikacja podpisów i twierdzą, że tak intensywne działania prokuratury i policji podważają wiarygodność grupy inicjatywnej.
Jesteśmy świadkami swoistej inwigilacji potencjalnych wyborców i uczestników referendum, odczytywanej jako próba zastraszenia mieszkańców w myśl hasła "pójdziecie na wybory, będziecie mieli kłopoty". Do inicjatorów referendum lawinowo docierają głosy oburzonych mieszkańców, często wystraszonych, że referendum to jakaś nieczysta sprawa piszą autorzy i wnioskują, aby sprawą zajęła się inna prokuratura, bo włocławska stała się stroną politycznego sporu referendalnego.
Niezależnie od wyników postępowania prokuratorskiego referendum o odwołanie Andrzeja Pałuckiego odbędzie się 27 października.