Bawół i Niedźwiedź zapadły w zimowy sen
Lodołamacze, które od 1 grudnia cumują przy stopniu wodnym we Włocławku, nie musiały do tej pory wyruszać na Wisłę. Wiele wskazuje na to, że w najbliższych dniach także pozostaną w stanie spoczynku.
Gepard, Lew, Niedźwiedź, Jaguar, Kangur i Basior. Sześć lodołamaczy zakontraktowanych przez Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Warszawie jest gotowych do pracy po 24 godzinach od wezwania przez cały sezon zimowy. Ale jak do tej pory praca załogi ogranicza się jedynie do codziennego rozgrzewania silników.
Na obecną chwilę sytuacja jest stabilna i nie występują zagrożenia, które zmuszałyby do podjęcia akcji lodołamania. Obserwujemy dopływ wody do zbiornika. Teraz to 400 m³/s, a to zbyt mało, żeby prowadzić efektywną i sensowną akcję. Jeśli dopływy zaczną wzrastać, a temperatury będą dodatnie, to wówczas możemy się spodziewać decyzji o wyruszeniu lodołamaczy na Wisłę. Jednak prognozy IMGW na najbliższe trzy dni takich zmian nie przewidują tłumaczy Grzegorz Wesołowski, kierownik Nadzoru Wodnego we Włocławku.
Szefowe lodołamaczy także nie przewidują, by musieli w najbliższym czasie wyruszyć na Wisłę.
W tej chwili jesteśmy w dyspozycji, to taki czas, kiedy nic się nie dzieje. Na razie Wisła jest spokojna, są minimalne przybory wód mówi Marek Kościerzyński, kapitan lodołamacza Niedźwiedź.
Początek lutego w niczym nie przypomina aury tej w poprzednim miesiącu. 20 stycznia pojawił się duży mróz, który w ciągu trzech dni skuł Wisłę lodem. A najgorsze byłyby gwałtowne roztopy, ponieważ wtedy są gwałtowne ruchy lodów. Na dziś jednak mieszkańcy nadwiślańskich miejscowości mogą spać spokojnie.
Jeśli aura nie będzie kapryśna, lodołamacze będą stacjonowały we Włocławku do 15 marca.