Ratowanie życia z ryzykiem
Wyzwiska, próby bicia, obrzucanie karetki kamieniami są na porządku dziennym. Zdarzają się jednak ataki z nożem lub inną bronią w ręku.
Na zespoły ratunkowe udzielające pomocy włocławianom czyhają codziennie niebezpieczeństwa. - Ryzyko jest, niestety, wpisane w zawód ratownika medycznego i lekarza. Łatwego życia nie mają też dyspozytorzy. To oni na podstawie rozmowy telefonicznej muszą podjąć decyzję, kogo wysłać na miejsce. Często odbierają też mało przyjazne telefony - mówi Ewa Krysińska-Błaszczyk, dyrektor stacji pogotowia we Włocławku. - Plagą są pijani, którzy zazwyczaj zachowują się agresywnie. W ubiegłym roku jednemu z naszych ratowników ponad 60-letni mężczyzna przyłożył do głowy pistolet. Sprawa trafiła do sądu. Mężczyzna otrzymał wyrok w zawieszeniu. Powinien również wpłacić 200 zł na rzecz stacji pogotowia, do tej pory tego nie uczynił.
Agresywne są również osoby z zaburzeniami psychicznymi, cierpiące np. na nerwicę, depresję, schizofrenię czy różnego typu psychozy. - Nieleczone choroby psychiczne są bardzo niebezpieczne - dodaje Krysińska-Błaszczyk. - Są też tacy, którzy przyjmują leki psychotropowe, a po nich spożywają alkohol. Połączenie tych dwóch składników jest nieprzewidywalne w skutkach.
Pyskówki są na porządku dziennym, podobnie jak obrzucanie karetki, na przykład kamieniami. - O takich przypadkach lekarze i ratownicy informują mnie coraz rzadziej, a jest ich sporo, nie są jakimś ewenementem - dodaje dyrektor. - Informowana jestem wówczas, gdy sytuacja okazuje się na tyle poważna, że potrzebna jest moja interwencja jako dyrektora pogotowia.
więcej w "Nowościach Włocławskich" lub na stronie nowosci.com.pl