Odzyskać zgubę to cud
Marne są szanse, że rzecz, którą zgubiliśmy na ulicy, odzyskamy. Jeśli zostawimy coś gdzieś pod dachem, możemy mieć jeszcze nadzieję, że to do nas wróci. Ale lepiej zbytnio się nie łudzić.
- Późnym wieczorem zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest parasol, z którym tego dnia wyszłam z pracy, bo padało - opowiada Dagmara Maślarz, Czytelniczka Nowości. - Doszłam do wniosku, że zostawiłam go w autobusie MPK. Znałam numer autobusu, bo w kieszeni został mi bilet, kasownik drukuje przecież ten numer. Wysiadłam na pętli, więc uważałam, że parasol musiał znaleźć kierowca, kiedy po kursie robił obchód pojazdu. Zadzwoniłam zaraz do dyspozytora MPK, powiedziałam, że zgubiłam parasol w tym a tym autobusie i że musiał go znaleźć kierowca. Niestety dyspozytor powiedział mi, że ten autobus zjechał już do zajezdni, a kierowca poszedł do domu i żadnej zguby nie zdawał. Kazał mi dzwonić następnego dnia. Mimo to nie traciłam nadziei. Kiedy następnego dnia zadzwoniłam do dyspozytorni okazało się, że moja zguba już na mnie czeka.
Pani Dagmara miała dużo szczęścia. Najczęściej jest tak, że zgubiony przedmiot nie wraca do właściciela, bo znajduje go ktoś, kto uznał, że mu się on przyda i nie myśli szukać tego, kto go zgubił. - Moja córka zgubiła kiedyś część sakwy rowerowej - opowiada pani Zofia. - Nie było tam żadnych skarbów, przeważnie znoszone już ciuchy. Mimo to daliśmy nawet ogłoszenie do radia, ale znalazca się nie zgłosił. Komuś najwyraźniej te stare ubrania się przydały.
Różne rzeczy ludzie zostawiają w autobusach włocławskiego MPK. Zaledwie mała część z tego jest znajdowana przez kierowców, którzy na pętlach mają obowiązek sprawdzenia pojazdów.
więcej w "Nowościach Włocławskich" lub na stronie nowosci.com.pl