Szczepienia drzew rozpoczęto we Włocławku w roku 2005. Rok później akcję przeprowadzono po raz drugi i ostatni, bo metoda, z której korzystano, otrzymała negatywną ocenę specjalistów. - Naukowcy jednoznacznie stwierdzili, że szczepienia również są dla drzew szkodliwe - wyjaśnia Zdzisław Koziński, naczelnik Wydziału Gospodarki Komunalnej UM. - Cierpi na tym pień, który pozostaje oszpecony. Poza tym akcja jest bardzo kosztowna i nie przynosiła spodziewanych efektów. Eksperci polecają natomiast naturalne metody walki ze szkodnikami, takie jak palenie liści, w których lęgną się poczwarki. Od dwóch lat stosujemy się do tych zaleceń i dostrzegamy znaczną poprawę, dlatego na jesieni tego roku również pozbędziemy się liści, które opadną.
W ocenie mieszkańców obserwujących drzewa wcale lepiej nie jest. - Fatalnie wyglądają drzewa na ul. Bojańczyka. Wygląda na to, że miasto w ogóle się nimi nie interesuje - skarży się jeden z Czytelników „Nowości”. Decyzja ratusza spotkała się też z niezrozumieniem firm wykonujących szczepienia. - Trzy lata temu we Włocławku przeprowadziliśmy szczepienia ponad trzystu pięćdziesięciu drzew, z czego około dwieście zasponsorowaliśmy - mówi Włodzimierz Dembczyński, przedstawiciel firmy zwalczającej szkodniki. - Zabieg wcale nie jest szkodliwy. Wiertła, które używamy, są bardzo cienkie. Dziwne, że Włocławek od tego odchodzi, gdy inne miasta, takie jak Toruń czy Warszawa wykonują je regularnie.
więcej w "Nowościach Włocławskich" lub na stronie nowosci.com.pl