- Mamo, to piją wszyscy, przed WF, przed klasówką, żeby mieć „pałera” - usłyszała od swojego 10-latka pani Beata.
Jeden z jego kolegów wypił przed lekcją tyle napojów energetycznych, że nie mógł utrzymać długopisu, bo tak mu się ręce trzęsły.
W sklepie tzw. „bateryjki” i inne napoje energetyczne stoją na półce razem z oranżadą i owocowymi napojami dla najmłodszych. Dzieci i nastolatkowie coraz częściej wybierają te pierwsze. A sprzedawcy raczej nie robią trudności, kiedy dzieciak chce je kupić. W pewnej pierwszej klasie w jednym z włocławskich gimnazjów połowa uczniów pije energetyki regularnie, niektórzy nawet ponad litr dziennie. - Przecież to nie piwo, a piwo pije nawet więcej osób w klasie - mówi czternastolatek. Dzieci nie zdają sobie sprawy, co jest w tych napojach. Piją, bo smaczne i „to się pije przed wysiłkiem”. - Kiedy zaczęłam mojego siostrzeńca przekonywać, że w takich napojach jest mnóstwo kofeiny, a przecież dzieciom nie wolno pić kawy, myślał, że robię sobie z niego żarty - mówi pani Agnieszka z osiedla Południe.
Więcej w "Nowościach Włocławskich" lub na stronie nowosci.com.pl