W ubiegłym roku z włocławskich lasów skradziono prawie 140 metrów sześciennych drewna, a Nadleśnictwo Włocławek straciło ponad 20 tys. zł. W tym roku będzie jeszcze gorzej - łupem padło już ponad 180 m drewna. Leśnicy odnotowali w trzech kwartałach ponad 60 kradzieży, a straty sięgają 27 tys. zł. - Ostatnio kradzieże notujemy głównie w leśnictwie Goreń i Wikaryjskiego – mówi Mirosław Krysiak, komendant Straży Leśnej we Włocławku. - Najwięcej zdarza się w pobliżu krajowej drogi nr 1.
Najczęściej łupem pada drewno stosowe sosnowe, rzadziej brzozowe czy olchowe. W walce z procederem straż leśną wspiera policja. Niestety, pomimo częstych patroli i wspólnych akcji, w ubiegłym roku udało się ukarać zaledwie 19 sprawców.
Bardzo rzadko udaje się też zatrzymać sprawcę na gorącym uczynku. Ostatni taki przypadek odnotowano w połowie września na terenie leśnictwa Rybnica. Około godz. 5 rano leśniczy zatrzymał złodzieja próbującego wywieźć z lasu prawie dwa metry sześcienne skradzionego drewna. - Ujęcie sprawców jest bardzo trudne – przyznaje Mirosław Krysiak. - Zwykle działają w nocy. Załadunek małej partii drewna, 15 czy 20 metrów sześciennych, zajmuje im około 20 minut, po czym oddalają się w stronę najbliższej drogi, przez co trudno znaleźć ślady.
więcej w "Nowościach Włocławskich" lub na stronie nowosci.com.pl