Rocznie służby specjalne mogą podsłuchiwać rozmowy telefoniczne nawet kilkudziesięciu tysięcy obywateli! A najbardziej zdumiewające jest to, że tylko parę osób w państwie zna skalę tego zjawiska. Trzynaście lat temu po raz ostatni Urząd Ochrony Państwa poinformował, że założono 6 tys. podsłuchów. Od tego czasu nawet parlamentarzyści nie mają prawa wiedzieć, ilu Polaków jest inwigilowanych.
Na założenie przez służby specjalne tzw. podsłuchu operacyjnego musi wyrazić zgodę prokurator generalny oraz sąd. A służb mogących go stosować jest bez liku: to policja, Centralne Biuro Antykorupcyjne, Biuro Ochrony Rządu, Centralne Biuro Śledcze, Żandarmeria Wojskowa, Straż Graniczna, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz wojskowe służby wywiadowcze i kontrwywiadowcze.
Statystykę dotyczącą liczby zakładanych podsłuchów zna tylko prokurator generalny i kilku jego urzędników. - Niestety, nie mogę udzielić żadnych informacji na ten temat, to tajne dane - potwierdza Maciej Kujawski z ministerstwa sprawiedliwości. Taką samą odpowiedź otrzymujemy w prokuraturach i sądach okręgowych Bydgoszczy, Torunia i Włocławka. Rzecznicy prasowi po długich rozmowach ze swoimi zwierzchnikami odmawiają udzielenia informacji.
Dla Janusza Zemkego, wieloletniego szefa sejmowej komisji do spraw służb specjalnych, utajnianie liczby zakładanych podsłuchów jest skandalem. - Elektroniczna inwigilacja obywateli pozostaje całkowicie poza kontrolą parlamentu, nie mówiąc o opinii publicznej.
więcej w "Gazecie Pomorskiej" lub na stronie pomorska.pl