Większość mieszkańców nie chce mieć do czynienia z takimi „dzikimi lokatorami”. - Przychodzi tu mężczyzna, ale dopiero późnym wieczorem - opowiada pani Anna, mieszkanka bloku przy ulicy Łanowej, w którym zimą co roku pojawiają się bezdomni. - Chowa się w piwnicy. W ubiegłym roku słyszeliśmy tylko, jak kaszle. W miniony piątek też już się ktoś pojawił.
Mieszkańcy mają dylemat, co robić z bezdomnymi. - Można zadzwonić do Straży Miejskiej albo zostawić w spokoju - radzi pan Adam, mieszkaniec tego samego bloku. - Do tej pory nic złego nie zrobił. Nie zanieczyszcza klatki, ani nie zaczepia ludzi, więc czemu go wyganiać? Z drugiej strony, żona i dzieci trochę się boją.
Problem jest znany w spółdzielniach mieszkaniowych. Każdy telefon lokatorów w tej sprawie kończy się wizytą pracowników administracji lub Straży Miejskiej. Niestety, na bezdomnych nie ma skutecznego sposobu, bo wyproszeni z jednego miejsca pójdą w inne i tak w kółko. Dopóki na zewnątrz nie zrobi się ciepło. Jedyną ochroną przed bezdomnymi koczującymi w blokach są drzwi zamykane na kluczem i domofon. Ale co zrobić, gdy klucz dostanie się w ręce osób bezdomnych?
więcej w "Nowościach Włocławskich" lub na stronie nowosci.com.pl