- Zostałam obudzona w środku nocy - wspomina pani Edyta, mieszkanka podpalonej kamienicy, która mieszkała tam od osiemnastu lat. - Chwilę później wylądowaliśmy z dwoma workami odzieży na ulicy.
To jedyny dobytek rodziny pani Edyty. Na razie nie są w stanie stwierdzić, czy coś więcej ocalało z pogorzeliska, bowiem do kamienicy nie mają wstępu. Zamieszkałe w budynku rodziny straciły nie tylko dobytek, ale przede wszystkim dach na głową.
Dwóm, które miały przydział na mieszkanie, ratusz zaproponował lokale na Zakręcie, ale odmówiły. Trzeciej rodzinie Społeczna Komisja Mieszkaniowa zaproponowała mieszkania w dzielnicy Leopoldowo, ale i ci pogorzelcy stanowczo odmówili. - Ta okolica cieszy się złą sławą - uzasadnia swoją decyzję pani Edyta. - W dodatku jest położona w dużej odległości od centrum miasta. Córka jest w zagrożonej ciąży i studiuje. Ma się sama przedzierać po nocy przez las? Na zimę zostaliśmy bezdomni.
Obecnie pani Edyta z córką zamieszkała u matki, a mąż z synem u swoich rodziców. - Innej lokalizacji niż Leopoldowo nie ma w zasobach mieszkaniowych miasta - odpowiada Katarzyna Figel-Stolcman, p.o. naczelnika Wydziału Gospodarki Lokalowej Urzędu Miasta.
więcej w "Nowościach Włocławskich" lub na stronie nowosci.com.pl