Pierwsza w tym sezonie informacja o ulatniającym się tlenku węgla dotarła do Spółdzielni Pracy Kominiarzy. Zaczadzenia cudem uniknęła rodzina mieszkająca przy ulicy Długiej. - Zgłosiła się do nas zaniepokojona kobieta - mówi Wiesław Morawski, kominiarz z SPK we Włocławku. - Jak się okazało, przewód dymny w jej domu zaciągał dym wydzielający się z komina sąsiada. Rodzina trochę się podtruła. Na szczęście, nic poważnego się nie stało.
W ubiegłym roku we Włocławku doszło do dwóch przypadków śmiertelnego zatrucia tlenkiem węgla, w domach przy ulicach Stodólnej i Węglowej. Zmarły cztery osoby. Strażacy apelują o dokonywanie przeglądów instalacji, by uniknąć kolejnych tragedii. - Średnio w sezonie mamy od 10 do 15 zgłoszeń o ulatnianiu się tlenku węgla, które się potwierdzają - podaje mł. kpt. Dariusz Politowski, rzecznik PSP we Włocławku. - Najczęściej dotyczy to domów, w których są piece kaflowe lub popularne niegdyś „junkersy”, które są niemniejszym zagrożeniem. Taki piecyk gazowy, w małej łazience z niedrożnym przewodem kominowym, w ciągu minuty może wytworzyć śmiertelną dawkę tlenku węgla.
więcej w "Nowościach Włocławskich" lub na stronie nowosci.com.pl