Lodołamacze pracowały na Zalewie Włocławskim przez siedem dni. Wczoraj około godziny 18.00 akcja została przerwana. Jednostki wróciły do Włocławka. Pierwszy w porcie był lodołamacz " Niedźwiedź” z czteroosobową załogą. Jesteśmy potwornie zmęczeni - mówił nam kapitan Marek Kościeszyński. - Codziennie pracowaliśmy w bardzo trudnych warunkach przez dziesięć godzin i więcej.
Na szczęście, sytuacja na Wiśle w okolicach Płocka powoli się stabilizuje. - Najbliższe godziny powinny nas upewnić, że zagrożenie minęło - mówił nam Jan Siodłak, kierownik Oddziału Zarządzania Kryzysowego, Ochrony Ludności i Spraw Obronnych w płockim Urzędzie Miasta.
.
W naszym województwie królowa polskich rzek zachowywała się spokojnie. - Cały Zalew Włocławski jest już skuty lodem - mówił nam Janusz Majerski, naczelnik Wydziału Zarządzania Kryzysowego w Urzędzie Miasta we Włocławku. Grubość pokrywy waha się od 15 do 20 cm.
Wczoraj rano wodowskaz we Włocławku wskazywał 318 cm. Do stanu ostrzegawczego brakowało 280 centymetrów. W Toruniu rzeka osiągnęła stan 377 cm (stan ostrzegawczy to 530 cm). Podobnie było w Bydgoszczy-Fordonie - tu Wisła osiągnęła wysokość 361 cm (stan ostrzegawczy to 530 cm).
więcej w "Gazecie Pomorskiej" lub na stronie pomorska.pl