Wśród przestępstw, gdzie nie udało się ustalić sprawców, jest też śmiertelny wypadek drogowy.
Śledztwo w sprawie śmiertelnego potrącenia 57-letniego mężczyzny na drodze w Baruchowie w czerwcu zeszłego roku, mimo wytężonej pracy, prokuratura musiała umorzyć po pięciu miesiącach z powodu wyczerpania dalszych możliwości śledczych. - Kierowcy, który według mnie był sprawcą wypadku, po prostu nie udało się tego udowodnić - mówi syn potrąconego w Baruchowie mężczyzny. 57-latek zmarł na oddziale intensywnej terapii po prawie tygodniu pobytu w szpitalu.
Według zeznających w śledztwie świadków, mógł zostać potrącony przez ciężarówkę z cysterną na toruńskich numerach. Śledczym udało się dotrzeć do samochodu opisywanego w zeznaniach, który tego dnia rzeczywiście przejeżdżał przez Baruchowo. Auto miało z przodu otartą karoserię, ale nie udowodniono, że stało się to w wyniku wypadku w Baruchowie. Świadkowie zeznali, że kierowcy cysterny nie widzieli na miejscu wypadku. Sprawie nie pomogła rekonstrukcja zdarzenia, opracowana przez Centrum Badania Wypadków Drogowych, które nie znalazło żadnego dowodu na to, że samochód toruńskiej firmy transportowej potrącił pieszego w Baruchowie.
więcej w "Nowościach Włocławskich"