Na placu Wolności taksówkarze stojący na słupku (czyli czekający na klientów) mają od niedawna prawdziwe słupki. - Przyjechała firma i wkopała te ohydne, żółte rury - mówi pan Andrzej, taksówkarz z wieloletnim stażem. - Już raz to przechodziliśmy - pięć, sześć lat temu tuż przy przejściu dla pieszych też pojawiły się słupki, ale nie zdały egzaminu. Po dwóch tygodniach je wykopano. Po co teraz komu te koszmarki? Bo ozdobie placu Wolności nie służą - podkreśla włocławianin.
Oburzonych tą sytuacją jest więcej. - Te słupki utrudniają nam pracę - uważa inny włocławski taksówkarz. - Na postoju można było parkować, czekając na klienta, w dwóch rzędach. W sumie mieściło się tu i czterdzieści aut. Teraz może ich stać o połowę mniej. - A jeśli już stoimy w dwóch rzędach, to tak ściśnięci, że taksówka, wezwana na telefon, nie ma szans wyjechać - mówi pan Andrzej. Zdaniem taksówkarzy - w tych nienajłatwiejszych także dla nich czasach, gdy ważny jest każdy klient, kurs przepada.
- Taksówki są po to, aby jeździły, a nie stały na postoju. Albo niech stoją gdzie indziej - uważa Waldemar Konopczyński, zastępca dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg. - Może w ogóle jest ich za dużo? - pyta. Jego zdaniem to niedopuszczalne, aby na jednokierunkowej, jezdni, szerokiej na pięć, sześć metrów, stawiano auta w dwóch rzędach, pozostawiając jeszcze wolny pas po środku.
więcej w "Gazecie Pomorskiej"