Na tym można nieźle zarobić
Niektórzy graffiti przeklinają i z nim walczą, inni płacą za to, żeby mieć je na swojej ścianie. Są więc i tacy, którzy tworząc malowidła na murach, zarabiają.
Tym ostatnim jest na przykład 27-letni włocławianin przedstawiający się ksywką „Lires”. Z zawodu jest elektrykiem, ale od jakiegoś czasu zajęciem, dzięki któremu się utrzymuje, jest wykonywanie graffiti na zamówienie. - Nigdzie się nie ogłaszam, informacja o tym, co robię, rozchodzi się pocztą pantoflową, a jednak w okresie od marca do listopada mam pełne ręce roboty - mówi „Lires”. Na brak zajęcia nie narzeka, bo od jakiegoś czasu wciąż przybywa osób, które chcą wyróżnić własny dom albo mieszkanie.
Zaczynał jako trzynastolatek od nielegalnego sprayowania na murach, czemu oczywiście towarzyszył strach przed policją. - Kiedy dorosłem, doszedłem do wniosku, że mogę wykorzystać swoje umiejętności i na tym zarabiać. Zobaczyłem, jak to właśnie robi kolega grafficiarz, który na przykład tworzył malowidła za pieniądze w sklepach dla hiphopowców - opowiada „Lires”.
Dziś nie jest już nawet w stanie zliczyć prac, które wykonał komercyjnie. Są ich tysiące. Maluje na zamówienie nie tylko we Włocławku, ale w całej Polce. Umieszcza swoje prace nie tylko na elewacjach, ale też, zgodnie z zamówieniami, we wnętrzach mieszkań. - Pierwsza z prac komercyjnych to było chyba graffiti na remizie strażackiej, w której działała dyskoteka, ale nie jestem pewien - przyznaje 27-latek. - Dziś jestem w stanie utrzymać się z tego zajęcia.
więcej w "Nowościach Włocławskich"