Taksówkarze boją się nocą kursować
Choć policja nie prowadzi statystyk zdarzeń kryminalnych na taksówkarzach, nie ukrywa, że sprawami napadów, wymuszeń i rozbojów na tej grupie zawodowej spotyka się bardzo często.
- No cóż taki jest ten nasz zawód- wzdycha pan Paweł Cichal, taksówkarz z korporacji "Kujawiak", który za kółkiem siedzi już ponad 20 lat. Kilkanaście dni temu podczas pracy, zmarł jeden z włocławskich taksówkarzy. Śledztwo w sprawie jego śmierci przejmie niebawem Prokuratura Rejonowa z Aleksandrowa Kujawskiego. Jak nam się udało ustalić, o przeniesieniu akt zdecydował prokurator okręgowy, bo sprawa będzie badana również pod kątem zachowania wezwanej na miejsce zdarzenia policji.
Wszystko zaczęło się od tego, że jeden z pasażerów nie chciał zapłacić za kurs. Jak mówi, był pijany i wydawało mu się, że taksówkarz celowo obrał dłuższą trasę. Na miejscu doszło do przepychanki słownej, pasażer uszkodził lampę auta. Taksówkarz wezwał policję. Gdy funkcjonariusze przybyli na miejsce chciał razem z nimi wejść do mieszkania klienta. Jednak przewrócił się i upadł. Sanitariusze, których wezwano nie mogli mu już pomóc. Pasażer, który był przyczyną całego zamieszania, ma wiele uwag, co do zachowania policjantów. Prokuratura zbada, co rzeczywiście wydarzyło się tej nocy.
Taksówkarze, którzy tuż po wydarzeniu żywo komentowali sprawę zgodnie potwierdzają, że ryzyko jest wpisane w ich zawód. - Staram się jednak nie myśleć o zagrożeniu- mówi Mirosław Trzciałkowski, z "Kujawiaka". - Nigdy nie wiadomo, kto wsiądzie do taksówki, jeśli klient będzie miał złe zamiary, właściwie nie mamy szans.
więcej w "Gazecie Pomorskiej"