Pińczata w ostateczności
Na starym cmentarzu komunalnym od dawna nie ma już wolnych miejsc. Rodziny zmarłych szukają sposobów, aby bliskich pochować na nekropolii przy al. Chopina, a nie odległej Pińczacie.
Mimo że na cmentarzu przy Chopina wszystkie miejsca są już zajęte, wciąż odbywa się tam prawie 70 proc. wszystkich pochówków w mieście.
- Średnio w roku odbywa się około tysiąca pogrzebów, z czego 700 na cmentarzu przy Chopina, reszta na Pińczacie - mówi Marian Kolczyński, dyrektor Zieleni Miejskiej we Włocławku. Obecnie są dwie możliwości pochowania zmarłego na cmentarzu przy Chopina. Jeśli rodzina opiekuje się grobem i minęło 20 lat od ostatniego pochówku, wówczas do grobu ziemnego można złożyć kolejną trumnę ze zmarłym. Natomiast bez względu na upływ czasu można złożyć w grobie urnę z prochami zmarłego.
Na takie rozwiązanie decyduje się coraz więcej osób. Powody są różne.
- Jesteśmy zwolennikami tradycyjnych pochówków, lecz po śmierci taty nie mieliśmy wyboru - mówi pani Jadwiga. - Mama zmarła pięć lat temu, tata dwa lata później. Zawsze mówili, że chcą leżeć w jednym grobie i koniecznie w trumnach. Niestety przepisy nakazują odczekać 20 lat. W związku z tym musieliśmy zdecydować, czy dopełnić woli ojca i pochować go w trumnie, ale na Pińczacie, czy z mamą, ale w urnie. Wybraliśmy to drugie rozwiązanie, ponieważ uniknęliśmy w ten sposób opieki nad dwoma grobami położonymi w odległych miejscach.
Więcej w Nowościach Włocławskich