Mieszkańcy załamują ręce. - Wybijanie szyb w drzwiach od klatki to u nas norma - mówi pani Lucyna, mieszkanka wieżowca przy ul. Łanowej. - Szkło wala się na podłodze, wiatr rozwiewa wszechobecne ulotki. Wszystko topi się w wylanym na posadzkę piwie, bo przecież mamy u siebie takie towarzystwo, które wieczorami urządza imprezy na klatce. Nie są groźni, przynajmniej dotąd nie byli, ale są brudasami. A wiadomo, jak popiją to im wszystko jedno, do tego stopnia, że nawet sikają na schodach do piwnicy.
Bałaganiarstwo niektórych mieszkańców wieżowców nie ma wprost granic. - Nasi sąsiedzi są obrzydliwi - uważa pani Danuta z Toruńskiej. - Wiele razy zdarzyło się już, że z góry, wprost na trawnik leciały reklamówki ze śmieciami. Mało tego, później te reklamówki rozgrzebują koty. Kiedyś umyłam okna, a kilka godzin później ktoś wysypał ziemię z doniczki, wprost na mój parapet. Ręce opadają.
Mniejsze problemy mają mieszkańcy bloków czteropiętrowych. - Może w takich blokach łatwiej jest upilnować sąsiadów - komentuje pan Wojciech, mieszkaniec bloku przy Dziewińskiej. - Kłopot mamy za to z nakłonieniem ludzi do sprzątania. Ludzie nie poczuwają się do tego i już.
więcej w "Nowościach Włocławskich"