W całej Polsce co jakiś czas słychać o przypadkach zatrucia dopalaczami. Niedawno ofiarą modnej używki stali się dwaj gimnazjaliści z Bydgoszczy. Jak się okazuje, to samo spotkało dwie gimnazjalistki z Włocławka. Podobnie jak młodzi bydgoszczanie zatruły się dopalaczem o nazwie „Taifun”. - Dziewczęta zostały przywiezione do szpitala w ubiegłym tygodniu z dolegliwościami somatycznymi, w tym między innymi bólami brzucha, wymiotami, towarzyszyło temu zamroczenie - podaje dr Irena Nowakowska, ordynator oddziału dziecięcego Szpitala Wojewódzkiego we Włocławku. - Jedna z pacjentek była w bardzo ciężkim stanie. Obie przyznały się, że brały dopalacze o nazwie „Taifun”.
Nastolatki wróciły już do domu. Ich przypadek nie jest prawdopodobnie jedynym we Włocławku. - Takich pacjentów mamy więcej, ale młodzież nie przyznaje się do zażywania środków odurzających - zauważa dr Irena Nowakowska. - W wielu przypadkach to podejrzewamy, ale objawy zatrucia dopalaczami są niecharakterystyczne. Żeby udowodnić, że to dopalacze, trzeba przeprowadzić cały szereg różnych badań.
Coraz więcej włocławian uważa, że sklepy z taki środkami powinno się zamknąć. - Te sklepy już dawno powinny zostać przepędzone z Włocławka - uważa pan Jan, emeryt z Zazamcza. - Mam dwóch wnuków. Boję się, że z ciekawości mogą kiedyś spróbować dopalaczy i skończyć jak dwaj gimnazjaliści z Bydgoszczy.
więcej w "Nowościach Włocławskich"