- Włosy nam tu siwieją, chwytamy się za głowy i nie wiemy naprawdę jak dodatkowo usprawnić ruch autobusów - rozkłada ręce Marek Krygier, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. - Wprowadziliśmy ręczne sterowanie kursami przez dyspozytorów, którzy monitorują opóźnienia i w razie potrzeby skracają postoje na pętlach autobusowych. Ponadto włączamy dodatkowe kursy. Wiedząc, że dwa autobusy danej linii stoją w korku, dyspozytor wypuszcza trzeci, w ogóle nie planowany w rozkładzie.
Niestety wszystkie te zabiegi w jednej chwili mogą zdać się na nic. - Nie da się wszystkiego przewidzieć i zdarza się, że w efekcie mamy trzy autobusy jednej linii w korku - tłumaczy prezes. - Na wiele sytuacji nie mamy wpływu, wystarczy jakaś kolizja lub tak jak ostatnio, awaria kanalizacji na moście i wszystko co zrobiliśmy zdaje się na nic.
Jak podaje zarząd MPK, największy problem komunikacyjny występuje dziś na trasie linii nr 1 z powodu braku przejazdu przez ulicę Brzeską. Pasażerowie narzekają. - Przecież to skandal, żeby autobus spóźnił się pół godziny! - uważa pani Jadwiga, emerytka. - Idzie zima, a my marzniemy. Najgorsze jest to, że człowiek nawet nie wie, czy autobus na który czeka już jechał, czy dopiero nadjedzie.
więcej w "Nowościach Włocławskich"