Odeszli, ale nie z naszej pamięci
1 listopada, dzień Wszystkich Świętych obchodzony jest w kościele katolickim od IX wieku. Wyznaczył go papież Grzegorz IV w 837 roku. To dzień, podczas którego wspominamy wszystkich zmarłych – niezależnie od ich poglądów i wiary.
Asia żyła zaledwie parę godzin. Rodzice nie zdążyli się nią nacieszyć, bo serduszko dziewczynki biło tylko przez 3 godziny. - Mówili, że jako aniołek poszła do nieba, że nie trzeba po Niej nosić żałoby. A we mnie ta żałoba tkwi przez 15 lat i nie ma dnia, żebym nie myślała, nie zastanawiała się, jaką by była córką, uczennicą, siostrą. Serce matki nigdy nie pogodzi się ze śmiercią dziecka. Nawet jeśli jest się osobą wierzącą – mówi Anna zapalając znicz na grobie córeczki.
Kolejne światełka zapali na grobie swojej mamy, dziadków, cioci i znajomych przyjaciół. - Mama zmarła na raka, kiedy byłam w ciąży z Asią. Tak bardzo chciała zobaczyć swoją pierwszą wnuczkę. Wierzę, że w tym innym świecie nawzajem się sobą opiekują i są szczęśliwe. I cieszą się, kiedy przychodzę na cmentarz, żeby z nimi porozmawiać.
Anna bywa na grobach bliskich okazjonalnie. - Czasem, zupełnie spontanicznie wsiadam w samochód i przyjeżdżam na cmentarz, żeby zrobić im niespodziankę. Opowiadam im o tym, co mi się przytrafiło, dzielę się z mamą nowinkami z pracy albo żalę się na męża. Najbardziej lubię ich odwiedzać, kiedy na cmentarzu nie ma dużo ludzi, aby nikt nam nie przeszkadzał w rozmowie. I powiem szczerze, że nie lubię tu przychodzić 1 listopada, kiedy „trzeba”. Kiedy nad zaniedbanymi grobami bliskich okazjonalnie pojawia się rodzina i licytuje się w ilości postawionych zniczy i pieniędzy wydanych na wiązanki kwiatów. I głośno dyskutuje o nowych samochodach, swoich sukcesach, awansach, porażkach. Brakuje za to choć kliku słów na temat tego, nad którego grobem stoją. To smutne...
Ostatni znicz i symboliczną chryzantemę Anna położy na grobie babci przyjaciółki. - Do tego innego świata odeszła, kiedy miała 85 lat. Mówię „do innego”, bo to była kobieta niewierząca. Nie chodziła do kościoła, nie wpuszczała do domu księdza chodzącego „po kolędzie”, ale otwierała drzwi do domu każdemu, kto potrzebował pomocy. Zawsze powtarzała swojej wnuczce, a mojej przyjaciółce, że prawdziwy człowiek to taki, który umie pomóc drugiemu, temu słabszemu. I nie oczekuje w zamian niczego. Ani na tym, ani na innym świecie. Odeszła, kiey moja Asia świętowałaby 15 urodziny...