Marek Wojtkowski, poseł PO: Osobiście spodziewałem się, że medali będzie co najmniej dwanaście. Miałem kilku żelaznych faworytów, między innymi Agnieszkę Radwańską i siatkarzy. Nie udało się też wioślarzom i kajakarzom. W lekkiej atletyce status quo został zachowany. Na wyróżnienie zasługuje na pewno kapitalny, złoty występ Adriana Zielińskiego w podnoszeniu ciężarów. Myślę, że ten czas po zakończeniu igrzysk, będzie najlepszy na pewne podsumowania. Dziesięć medali to pozornie nie jest zły wynik, bo zdobycz medalowa jest taka sama jak w Pekinie. Ale biorąc pod uwagę skalę przygotowań i środków, to wyniki polskich olimpijczyków należy potraktować jako porażkę. Rozumiem, że występy na igrzyskach wiążą się ze stresem, jednak przygotowania do tak ważnych zawodów trwają przez cztery lata. Zrozumiałbym sytuację, że zawodnicy nie zdobywają czołowych miejsc, ale przynajmniej pobijają swoje rekordy życiowe, żeby było widać progres. Trzeba będzie się także zastanowić, dlaczego oprócz siatkarzy, nie mieliśmy innych reprezentantów gier zespołowych. Na pewno będzie konieczna jakaś reorganizacja w polskim sporcie.
Łukasz Zbonikowski, poseł PiS: Mieliśmy bardziej rozpalone nadzieje co do naszych zawodników. Pech prześladował nas jeszcze przed rozpoczęciem zawodów – przypomnę kontuzję, jakiej doznała Maja Włoszczowska. Zawiedli faworycie do medalu czyli siatkarze i Agnieszka Radwańska. Pewnie tak jest, że jak jest ciężki sezon, a potem trzeba dać z siebie wszystko na zawodach, do których wszyscy przygotowują się przez cztery lata, to nie wychodzi... To jest sport, nie wszystko zawsze wychodzi. Mimo to mieliśmy dużo emocji i doznań sportowych, a to jest najważniejsze. Fajnie się złożyło, że i my – co prawda amatorsko – możemy w dniu zakończenia igrzysk rozegrać mecze siatkówki plażowej. Spotkały się ze sobą różne grupy społeczne, które na co dzień nie zawsze współpracują ze sobą w przyjaźnie, a dziś czerpią ze wspólnej walki wiele radości.