Za dzikie wysypiska śmieci płacimy wszyscy
Odpady drogowe, worki ze śmieciami, plastikowe butelki, sprzęt elektroniczny - to tylko część przedmiotów porzuconych na Grzywnie. Miejsce, w którym można by było pospacerować czy zażyć rekreacji - skutecznie odstrasza nie tylko fetorem unoszącym się z rozkładających się śmieci.
Grzywno to teren leśny położony nieopodal dzielnicy Kazimierza Wielkiego. Zielone tereny, z zarośniętymi jeziorem i bagnami, mógły by być kolejnym rekreacyjno-wypoczynkowym terenem we Włocławku. Niestety, ktoś postanowił sobie tu urządzić dzikie wysypisko śmieci, które "funkcjonuje" nie od dziś. Często przychodzę tutaj na spacer z psem i ze zgrozą odkrywam coraz to nowe podrzucone śmieci. Niestety, to nie jest problem tylko Grzywna, ale także terenów wokół dawnego poligonu wojskowego i okolicznych lasów. Osobiście widziałam, jak podjechał samochód w rejestracją z podwłocławskiej miejscowości i kierowca wyrzucił w krzaki dwa worki śmieci. Zgłosiłam ten fakt do Straży Miejskiej i obiecali zająć się sprawą opowiada pani Żaneta. Po prostu nie rozumiem, jak można tak zaśmiecać teren, który jest miejscem wypoczynku dla nas wszystkich.
Dzikim wysypiskom stanowcze NIE mówi także radny Jerzy Rosiński, który chciałby, aby teren Grzywna stal się miłym terenem spacerowo-rekreacyjnym. Niestety, są i tacy, którzy traktują to miejsce jako wysypisko śmieci. Wiosną poprosiłem dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej oraz Zakład Usług Komunalnych o wywiezienie śmieci. Uzbierało się pięć kontenerów odpadów. Koszt sprzątania dzikiego wysypiska to około trzy tysiące złotych mówi radny.
Kosztowna akcja tylko na moment sprawiła, że na Grzywnie zrobiło się czysto. Teraz znowu są tu śmierdzące worki z odpadami, pełno plastikowych butelek, resztki sprzętu elektronicznego. W piątek jest akcja sprzątania świata, w którą także się włączę. Ponadto, w miarę posiadanych środków przez Radę Miasta, będziemy się starać, aby na tym terenie było przyjemnie wypoczywać deklaruje Jerzy Rosiński.
Dzikie wysypiska to we Włocławku spory problem.
Za dzikie wysypiska płacimy wszyscy i nie chodzi tutaj tylko o kwestie finansowe. To także zagrożenie dla środowiska i nas samych. Składowane śmieci organiczne z czasem zaczynają się rozkładać, następuje rozwój bakterii chorobotwórczych i niebezpiecznych grzybów, a fetor przyciąga zwierzęta roznoszące choroby. Brak zabezpieczeń stosowanych na wysypiskach legalnych powoduje, że substancje toksyczne przedostają się do gleby i wód gruntowych.