Jak wydaje się miejskie pieniądze
Pod takim hasłem radni klubu PO zorganizowali kolejną konferencję prasową, podczas której wykazywali, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy miasto wydało zbyt dużo pieniędzy na usługi poligraficzne. Kwota niebagatelna, bo sięga 23 tysięcy złotych. Ratusz stanowczo dementuje te informacje.
Pierwsza wątpliwość dotycząca wydawania publicznych pieniędzy pojawiła się, kiedy z okien sali nr 4 zniknęły stare naklejki i pojawiły się nowe. Ratusz zapłacił za usługę 12 tysięcy złotych. Zdaniem Sławomira Bieńkowskiego, miasto przepłaciło blisko pięciokrotnie. Jako dowód przedstawił zapytanie ofertowe wystosowane przez pewną firmę do wykonawcy prac w ratuszu. Zakres prac - identyczny jak w UM. Wycena kosztów usługi diametralnie różniła się od tej, którą zaproponowano Urzędowi Miasta. Wyniosła bowiem jedynie 2600 złotych - koszt wyklejenia - 55 zł za m², usunięcie starej folii - 10 zł za m².
Przeczytaj
Podczas czwartkowej konferencji prasowej szef klubu radnych PO, wspomagany przez Andrzeja Kazimierczaka, przedstawił dwie kolejne poligraficzne inwestycje miejskie. I ponownie koszty usług dla ratusza diametralnie różniły się od tych zaproponowanych innemu podmiotowi.
Metodologia naszych działań zawsze była taka sama: wysyłanie zapytania ofertowego dotyczącego takiej samej usługi do tej samej firmy, która wykonała usługę dla Urzędu Miasta podkreślał Bieńkowski.
Za wykonanie 3,5 tysiąca zaproszeń miasto zapłaciło 9.341,85 złotych, z czego wynika, że koszt wykonania 1 sztuki to 2,67 zł. Ta sama firma, poproszona o wycenę identycznego zamówienia, wyceniła koszt usługi na 1.635,90 złotych (0,47zł za sztukę).
Zdaniem radnych ratusz przepłacił także za wykonanie czterech rollupów. Jak wynika z faktur, miasto wydało na nie blisko 10 tysięcy złotych. Z odpowiedzi ofertowej, jaką otrzymał radny wynika, że firma wykonałaby tę samą pracę za jedynie 3.978, 74 zł.
Z naszych obliczeń wynika, że na przestrzeni trzech miesięcy, za usługi poligraficzne miasto przepłaciło blisko 23 tysiące złotych. O ile przy pierwszym zamówieniu można by było mówić o pomyłce, to przy kolejnych pomyłka jest wykluczona. Pytanie: czy jest to niegospodarność czy coś innego pytał radny przypisując niegospodarność przede wszystkim Monice Budzeniusz, szefowej Wydziału Komunikacji Społecznej i Promocji.
Budzeniusz po raz kolejny odpowiada, że wszystkie zlecenia były poprzedzone zapytaniami o cenę. Za każdym razem kierowano je do trzech firm, wybierano tę najtańszą, a cały proces był transparentny i rzetelny.
Jeżeli są jakiekolwiek wątpliwości co do kwot zaproponowanych urzędowi i panu Bieńkowskiemu, to są odpowiednie organa ścigania i mogą sprawdzić, czy te firmy próbowały oszukać Urząd Miasta mówi Monika Budzeniusz, dyrektor Wydziału Komunikacji Społecznej i Promocji. Myślę, że ta cała akcja jest skierowana przeciwko mojej osobie i na moim punkcie pan Bieńkowski ma wręcz obsesję. Ja sobie nie mam nic do zarzucenia.
Szefowa wydziału ustosunkowała się także do zarzutów radnego dotyczących zbędnego wydawania pieniędzy na promocję w sytuacji, kiedy miasto ma duże zadłużenie.
Naklejki, zaproszenia i rollupy to jeden z systemów identyfikacji wizualnej, bardzo powszechny wśród innych urzędów miast. Na tego typu przedsięwzięcia wydaję tylko te środki, którymi dysponuje mój wydział. W tym roku mamy do dyspozycji około 200 tysięcy złotych. Mamy świadomość trudnej sytuacji finansowej, więc staramy się racjonalnie i skutecznie działać w zakresie promocji wyjaśniła M. Budzeniusz.