Walczy o swoje miejsce
Marek Ptaszyński, który zza więziennych krat walczył o mieszkanie socjalne, jest już na wolności. Ale jego problemy jeszcze się nie skończyły.
O sprawie słyszało wiele osób. Interesował się nią były premier Jarosław Kaczyński oraz parlamentarzyści Eugeniusz Kłopotek, Janusz Zemke i Domicela Kopaczewska, Jan Wyrowiński, Bogdan Borusewicz i Jan Rulewski. Wszyscy w swoich pismach do prezydenta Andrzej Pałuckiego apelowali o pomoc dla włocławianina. Pan Marek, zanim trafił do zakładu karnego, mieszkał w lokalu socjalnym przy ulicy Ptasiej.
Gdy odbywał karę, skończyła się umowa. Nie mogąc osobiście stawić się w ratuszu, upoważnił brata do przedłużenia umowy. Skończyło się na tym, że brat pana Marka oddał klucze do lokalu, bo - jak twierdził - został do tego zmuszony. W mieszkaniu zakwaterowano matkę z dzieckiem i sprawę zamknięto. Pomimo apeli parlamentarzystów i organizacji społecznych, pan Marek po odbyciu kary nie miał dokąd wrócić. - Od 30 czerwca pomieszkuję u brata, ale jak długo mam być ciężarem? - opowiada „Nowościom”. - Nie mam nic przeciwko temu, że ktoś już dostał mieszkanie po mnie, ale potrzebuję zastępczego.
Marek Ptaszyński próbował sprawę załatwiać w urzędzie. Tam poinformowano go, że znów jest na liście oczekujących. - Ile znowu będę czekał, 10-15 lat? - pyta. - Naczelnik „lokalówki” tłumaczył, że mam dobre warunki, skoro mieszkam u brata. Że matki z dziećmi też czekają.
więcej w "Nowościach Włocławskich" lub na stronie nowosci.com.pl