Ulica Urocza. Między blokami nr 6 i 8 jest plac zabaw: piaskowice, huśtawki. Do południa bawią się tu małe dzieci pod opieką mam, babć lub tatusiów. Jest w miarę spokojnie, jak to na placu zabaw, gdzie można budować zamki z piasku, lepić babki z foremek, pohuśtać się. Co innego wieczorami, gdy plac staje się miejscem spotkań młodzieży. A to, szczególnie latem, gdy lokatorzy częściej otwierają okna, okazuje się przeszkadzać mieszkańcom pobliskich bloków. - Sodoma i Gomora się tu dzieje - twierdzi jedna z lokatorek bloku przy ul. Uroczej. - Młodzi ludzie krzyczą, są ordynarni. Nie zachowują się, moim zdaniem, normalnie. Zdarza się, że obrzucają się piaskiem. Co to za zabawa w tym wieku?
- Gdzie są ich rodzice, jak wychowali swoje dzieci? - pyta mężczyzna, mieszkaniec tego samego bloku. - Sąsiedzi z parteru chorują na serce - mówi inna kobieta. - Denerwują się, choć im nie wolno. Ale jak można dłużej znosić w spokoju krzyki, dzikie zabawy do późnego wieczora?
- Gramy w karty, śmiejemy się, gadamy - mówi szesnastolatek, mieszkający przy ulicy Uroczej. - Jasne, że czasem jest głośno, ale przecież nie będziemy do siebie mówić szeptem. Jest lato, mamy wolne, czy człowiekowi już nie wolno się cieszyć? Nie rozumiem, komu przeszkadzamy. Nic złego nie robimy, ale lokatorzy wciąż wzywają Straż Miejską. Cokolwiek zrobimy, jest źle. W końcu dla kogo jest ten plac? - pyta. - Na pewno nie dla takich, jak wy! - odpowiada jedna z lokatorek. W takim razie dla kogo, skoro lokatorzy domagają się definitywnej likwidacji placu?
Tego z kolei nie mogą zrozumieć rodzice i opiekunowie małych dzieci. - Gdzie będą się teraz bawić maluchy? -pytają. Czy to nie jest przysłowiowe wylewanie wody wraz z dzieckiem? To porównanie wydaje im się bardzo odpowiednie do sytuacji, w jakiej mogą się lada moment znaleźć. - Mamy chodzić na inne place zabaw, nie pod własnym domem? Z jakiej racji? - pytają.
więcej w "Gazecie Pomorskiej" lub na stronie pomorska.pl