Ratunku, mam kleszcza!
Pani Magda z Włocławka, za sprawą służby zdrowia przekonała się, że kleszcz to pryszcz. Choć ma zupełnie inne zdanie na ten temat.
- Po weekendzie, który spędziłam na działce, wyczułam pod kolanem pewne zgrubienie - opowiada Czytelniczka. - Okazało się, że to średniej wielkości kleszcz. Nie byłam pewna, jak długo go nosiłam, więc zwolniłam się z pracy i czym prędzej udałam się do lekarza.
- O święta naiwności! - mówi ojciec pani Magdy, który zawiózł ją do przychodni „Profmed”. - Myśleliśmy, że sprawę da się załatwić od razu w naszej przychodni, z której usług jesteśmy na ogół zadowoleni. Niestety, okazało się, że ani lekarz, ani pielęgniarka nie usuwają kleszczy
Po wizycie u lekarza pani Magda otrzymała skierowanie do Zespołu Przychodni Specjalistycznych przy ul. Szpitalnej. W Poradni Chirurgicznej o godz. 12.15 nie było już chirurga. O 14.00 - jak ją poinformowano - miał przyjmować jego kolega, ale specjalizujący się w chirurgii naczyniowej. Czy zechce przyjąć panią Magdę, mając pacjentów, którzy zapisywali się do niego z półrocznym wyprzedzeniem? Raczej wątpliwe.
- Nasi lekarze pracują w systemie zmianowym i możliwe jest, że w tych godzinach, o których mówi pani Magda, rzeczywiście nie miał kto jej przyjąć - przyznaje Anna Dębicka, dyrektor Zespołu Przychodni Specjalistycznych we Włocławku. - Nie podważam zasadności interwencji w przypadku tej pacjentki, ale do nas ma trafiać pacjent już „przefiltrowany”, szukający specjalistycznej porady. Usunięcie kleszcza powinno nastąpić na etapie Podstawowej Opieki Zdrowotnej.
więcej w "Gazecie Pomorskiej" lub na stronie pomorska.pl